RSS
środa, 22 listopada 2017
MOJA CHATA Z KRAJA

Przez lata złościł mnie poziom niekompetencji, czasem patologii widocznej w szeroko pojętym przeciwdziałaniu uzależnieniom. Wczoraj poczułem ulgę. Nie żeby coś w tej kwestii się zmienił, ale w związku z tym, że coraz bardziej oddalam się od środowiska. I coraz mniej mnie to boli.

W Pierwszym śniadaniu w Tok.fm specjalista od profilaktyki z dużego stowarzyszenia zajmującego się przeciwdziałaniem uzależnieniom. Rozmowa na temat planowanego przez rząd zaostrzenia polityki narkotykowej a dokładnie karania za posiadanie dopalaczy. Specjalista stwierdza, że w związku z tym jak działają dopalacze częściej powodują pojawianie się pacjentów z podwójną diagnozą (tu ma rację). Kiedy dziennikarz pyta, co to jest podwójna diagnoza, pojawia się problem. Coś tam bąka, ale w sumie to nie jest jasne. Podpowiem u osoby uzależnionej pojawia się druga choroba psychiczna. Generalnie prawidłowe określenie to zaburzenia współwystępujące, ale podwójna diagnoza dobrze brzmi.

Dalej jest jeszcze lepiej. Pan opowiada o tym jak powinna wyglądać profilaktyka i okazuje się, że kompletnie nie ma o tym, pojęcia. Profilaktykę myli z pogadankami o szkodliwości substancji. Stosunek do człowieka, młodego człowieka, z którym ma się kontaktować jest delikatnie mówiąc słaby.

Wydajemy kupę kasy na profilaktykę. W zasadzie to wyrzucamy w większości te pieniądze. Zamiast rozwiązywania problemów, zajmowaniem się przyczynami i przekonywania dorosłych do tego, jak wiele można w tej dziedzinie. Gdyby spojrzeć tylko na świadomość „specjalisty” to nie jest największy problem. Bo jest przecież wyrzucanie pieniędzy na koncerty profilaktyczne, pikniki. I powtórzę, co widziałem z rejestrze umów z tego działu – umowa na sterylizację kotów.

I tu pojawiło się we mnie mocne stop w sprawie pana, który został przysłany do radia. Bywając jeszcze na różnych konferencjach z radością słuchałem wypowiedzi ludzi z tego stowarzyszenia. Wypowiedzi kompetentne, pokazujące świadomość występującego. Czemu w takim razie do opiniotwórczego radia nie idzie ktoś taki? W ten sposób dbamy, żeby stan świadomości dorosłej części społeczeństwa nie zmienił się.

 

07:37, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 listopada 2017
BEZPEICZNA MARIHUANA? TAK, JASNE

Kolejny raz spotykam się z reklamą marihuany, jako środka bezpiecznego, nieuzależniającego, którego przyjmowanie nie jest związane z żadnym ryzykiem. I mam z tym kilka problemów.

Jak to jest z tą marihuaną? Czy gdyby na rynku była wyłącznie zdrowa czysta marihuana można spokojnie powiedzieć, że jej przyjmowanie nie wiąże się z żadnym ryzykiem? A po co pali się marihuanę? Po to, żeby poczuć się jakoś inaczej. Żeby różne rzeczy wyglądały inaczej, ale także, żeby w konsekwencji podejmować inne decyzje. Gdyby miało nie wiązać się z nią żadne ryzyko zwyczajnie nie byłaby środkiem psychoaktywnym.

Co ważne, jeśli ktoś ma świadomość różnego rodzaju ryzyka jest mniej zagrożony. Świadomość, że może zdarzyć się to czy tamto. Że posiadanie jest karalne a więc narażam się na konsekwencje karne. Wiem głupie prawo, ale obowiązuje. Że pod wpływem łatwiej o wpadki, niechciane ciąże, wypadki i takie tam. Można się przed tym zabezpieczyć.

Ale to wszystko pikuś. Ważniejsze jest pytanie czy marihuana występuje w Polsce na rynku? Czy przypadkiem nie jest tak, że zdecydowana większość oferowanych środków, oferowanych w dobrej wierze i jakiś susz nasycony różnymi środkami?

Czy ktoś robił stosowne badania? Czy nie jest w interesie publicznym, zdrowia publicznego konkretnie zbadanie składu tego, co mnie i bardziej dojrzali konsumenci zapodają sobie? Ergo czy ktoś wyłoży sporą w sumie kasę na badania laboratoryjne nie tylko tego, co jest sprzedawane, jako marihuana, ale wszystkich tych ulicznych cudowności. Dzięki temu mielibyśmy twarde argumenty w dyskusji. W dyskusji o bezpieczeństwie i zagrożeniach związanych z przyjmowaniem różnych substancji. Ale także w dyskusji o celowości depenalizacji posiadania.

14:04, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 02 listopada 2017
ALTERNATYWA

Patrząc na to jak rozjechano medycznie stosowaną marihuanę wyszło mi, że czasem narkofobia miewa niezłe skutki. Ale po kolei.

W ustawie o medycznej marihuanie zapisano konieczność eksportu suszu i ograniczono jego wielkość w taki sposób, że skorzystać z leku będzie mogło około tysiąca chorych przy trzysta razy większej liczbie chorych ze wskazaniami do jej wykorzystywania. Uzasadniono to możliwością wykorzystywania uprawianej w Polsce marihuany do celów niemedycznych. Idąc tym tropem należy zdelegalizować członki, bo mogą być wykorzystywane do gwałtów.

Jest to typowy objaw narkofobii widocznej u polityków, ale także lekarzy czy farmaceutów. Akceptujemy uprawę maku na morfinę, produkcję i używanie syntetycznych opioidów działających nie słabiej niż heroina, ale leki to leki a narkotyki to zło.

A co dobrego z narkofobii może wynikać? Ano spora część farmaceutów nie widzi niczego złego w sprzedawaniu psychoaktywnych leków, także nieletnim. I bardzo dobrze, bo jeśli mamy do wyboru leki produkowane przez fachowców, oczyszczone. Jakość zdecydowanie wyższa niż to, co można kupić na ulicy czy w szkole. Wiem, młodzi uzależniają się od leków, bywają zapaści i zgony z powodu ich przedawkowania. Tyle, że gdyby nie dostępne w aptece leki, te same osoby sięgałyby po nielegalne, kupowane pokątnie, i średniej jakości środki.

Kto ma brać, będzie brał, lepiej leki niż uliczny syf.

07:14, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
sobota, 14 października 2017
PODSTAWY

Ostatnio przeczytałem tekst na stronie Narkopolityki. Jego autorem jest Maciej Stola, koordynator działań partyworkingowych Społecznej Inicjatywy Narkopolityki. Szczerze mówiąc kilka lat temu kibicowałem Narkopolityce, widziałem w niej możliwość przełamania zastoju w działaniach w dziedzinie ograniczania szkód związanych z używaniem narkotyków. Było minęło.

Tekst odnosi się do reportażu w Dużym Formacie. Sam tekst przeczytałem, pokazuje zjawiska związane z imprezami Wixapol, gdzieś w tle przewija się temat pojawiających się tam narkotyków. Nie jest pokazany ani jako najważniejszy, ani jako coś wyjątkowego. Pan Maciej jest innego zdania, stwierdza, że jest to brutalny atak na wybitnie bezpieczne imprezy, bo na Wixapolu jest partyworking Narkopolityki a na innych, nie. Poza tym dziennikarze to nieuki, bo na MDMA mówią (właściwie piszą ekstazy), i zamiast o zagrożeniu związanym z ludzką obojętnością zwracają uwagę na zagrożenia wynikające z działania narkotyków. Streszczając, prawo narkotykowe jest złe, profilaktyka jest zła, terapia jest zła, dziennikarze są źli. Dobry jest partyworking Narkopolityki i Wixapol.

Tekst skomentowałem radą dla autora, żeby się ciut douczył, zanim zacznie pouczać. Bo to, co pisze o profilaktyce wskazuje, że nie ma pojęcia o niej, podobnie jak o terapii, którą określa, jako programy odwykowe.

Zacznę od jednego sformułowania, każde przyjęcie substancji psychoaktywnej jest związane z jakimś ryzykiem. Może spowodować reakcję alergiczną, ale przede wszystkim przyjmujemy ją, żeby wpłynęła na nasz sposób postrzegania rzeczywistości, podejmowane decyzje, działania. Nie jesteśmy, więc w stanie przewidzieć następstw. I wszystko jedno czy chodzi tu o alkohol, marihuanę czy heroinę.

Jakie są podstawowe cele profilaktyki?

Zmniejszenie liczby osób uzależnionych oraz przyjmujących narkotyki.

Zmniejszenie częstotliwości przyjmowania narkotyków.

Opóźnienie inicjacji narkotykowej

Zmniejszenie szkód związanych z przyjmowaniem narkotyków.

W dobrych programach profilaktycznych może zabraknąć informacji o sposobach bezpieczniejszego przyjmowania narkotyków, za to programy ukierunkowane na zagrożenia związane z przyjmowaniem substancji i sposobami ich uniknięcia z cała pewnością nie spełnią swojej roli. Informacje o narkotykach powinny być jedynie marginesem treści.

Nic, więc dziwnego, że wiedzy na temat działania narkotyków dzieci niewynosząca szkoły. Profilaktyka powinna być ukierunkowana na umiejętności psychospołeczne, bo one mają znacznie większy wpływ na częstotliwość sięgania po narkotyki i proces uzależnienia.

Jeden z poglądów autora uważam za decydowanie narkomański. Narkomania polega nie tyle na braniu narkotyków, co na zmianie postrzegania świata, siebie, i relacji osoby uzależnionej z otoczeniem. Jednym z typowych objawów jest przenoszenie odpowiedzialności za to, co mnie się wydarza na otoczenie. Jeśli ja nawalę się dziś wieczorem, podczas koncertu Sinfonii Varsovii MDMA a później zasnę zmęczony na przystanku będzie to wynikiem mojej decyzji a nie tego w jak podłym żyję świecie. Biorąc narkotyk biorę na siebie odpowiedzialność na wszystkie konsekwencje tego, co się ze mną stanie. Inaczej wrócę do stanu, w jakim byłem, jako czynny narkoman. Tego uczy się ludzi podczas terapii, na tym polega zmiana narkomana w neofitę.

No właśnie podobnie jak na profilaktyce autor się nie zna (choć oczywiście wie, że powinno się pisać MDMA a nie ekstazy) to nie zna się na uzależnieniu ani na terapii. Pytanie czy jeśli widzi kolejny raz tydzień po tygodniu tego samego młodego człowieka pod wpływem nie zadaje sobie i jemu pytania czy w związku z tym, że jest to branie regularne to została przekroczona pewna ważna granica i może warto coś z tym zrobić? Taka interwencja może uratować komuś życie.

Tyle, że w mającym pejoratywne zabarwienie określeniu odwyk zawarł sam autor swój stosunek do procesu terapeutycznego. Procesu, który w wielu miejscach ma wiele składowych patologicznych, ale są także miejsca, w których mamy znakomity zespół i terapia polega na wsparciu głębokich zmian. Jak powiedział jeden z terapeutów: „Jesteście tu po to, żeby nauczyć się bycia wolnymi, uczciwymi, szczęśliwymi ludźmi. A, że większość z Was kiedyś brała narkotyki to przypadek”

Jasne, jest ileś rzeczy, z którymi się w tym tekście zgadzam. Ludzie biorą, brali i będą brali narkotyki. Liczba osób sięgających po nie rośnie i będzie rosła, bo jakość życia maleje. I nie jest to przede wszystkim efekt zmian w prawie narkotykowym a przemian społecznych. Tyle, że w mojej opinii jest to coś budzącego niepokój, bo, wracając do początku każdy kontakt z narkotykiem wiąże się z jakimś ryzykiem.

Streszczając, terapia to nie odwyk, to głęboka zmiana postaw, systemu wartości, to walka o odzyskanie człowieczeństwa. Profilaktyka to nie opowiadanie o narkotykach, to budowanie umiejętności psychospołecznych, narkotyki są tylko gdzieś w tle. Brak takiej wiedzy to coś znacznie gorszego niż powtarzanie, że MDMA to ekstazy. Szczególnie, jeśli ktoś wygłasza swoje opinie mentorskim tonem.



09:11, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
sobota, 16 września 2017
SZUM O FAS

Zamieszanie spowodowane przez propozycję Rzecznika Praw Dziecka dotyczącą stworzenia możliwości prawnej ochrony płodu, w szczególności w związku z piciem przez matki, a właściwie przyszłe matki alkoholu pokazuje jak trudny jest to problem i jak bardzo jesteśmy zantagonizowani i zideologizowani.

Problem, który leży u podłoża pomysłu Marka Michalaka to tysiące dzieci rodzących się, co roku z FAS, to znaczy dokładnie dziewięć tysięcy. Czy to dużo? To około dwóch procent, jedno dziecko na pięćdziesiąt. Czyli w średniej podstawówce w roczniku może być dwoje takich dzieci, czasem mniej czasem więcej.

Czym jest FAS? To ograniczenie zdolności intelektualnych, czasem graniczne – dorosły z FAS jest w stanie rozwinąć się do możliwości kilkuletniego dziecka, pisanie i czytanie jest powyżej możliwości. Czasem zaburzenie jest mniejsze, ale zawsze ogranicza możliwości rozwojowe a w efekcie szanse życiowe dziecka.

Jak jest w sytuacji, kiedy alkohol w nadmiarze pojawia się w rodzinie, w której jest dziecko czy nawet nie ma go a są inni dorośli? Istnieje możliwość wszczęcia procedury motywowania do podjęcia terapii a z czasem sądowy przymus podjęcia takiego leczenia, z tym, że po pierwsze jest to procedura czasochłonna, a po drugie mało skuteczna. W przypadku ciąży i dziecka jest to kwestia czasu, jest go niewiele, bo szkody następują błyskawicznie.

Czy więc jeśli ktoś – pracownik socjalny, lekarz, sąsiad widzi, że przyszła matka kolejne dni naraża swoje przyszłe dziecko na poważne szkody nie należy wprowadzić jakichś możliwości ograniczania szkód? Najprawdopodobniej, w jakim procencie przypadków takie działanie było by zasadne. Tyle, że potrzebna jest do tego jasna procedura.

Poza wszystkim w przypadku części ciężarnych znalezienie się w zdrowym środowisku, dobrych warunkach, z pomocą psychologiczną pomoże zmienić życia i dziecka i matki. Może warto zastanowić się nad sensowną procedurą i choćby pilotażowo stworzyć dom dla przyszłych matek z trudnych środowisk.

Jasne, podstawą jest edukacja, rozmawianie, ograniczanie szkód. Trzeba jednak pamiętać, że najczęściej jesteśmy w pełni świadomi zagrożeń, ale mimo wszystko podejmujemy działania.

Dwa celne strzały Rzecznika, jeden z stopę, drugi w kolano.

W stopę to wrzucenie do jednego worka alkoholu i innych narkotyków. Jakoś tak jest, że znacznie większe szkody niesie ze sobą picie alkoholu niż używanie narkotyków. FAS jest powodowany przez picie alkoholu, nie branie narkotyków. Czemu więc w projekcie także narkotyki? Jasne, kiedy matka rodzi będąc w uzależnieniu od heroiny, dziecko ma zespół odstawienny, jednak szkody dziecka są mniejsze. Nie mówię tu o innych narkotykach, w których przypadku szkody są, ale niewiele większe od tych, które powoduje zła dieta czy farbowanie włosów. Narkofobia kłania się raz jeszcze.

Strzałem w kolano jest język projektu – nienarodzone dziecko, jego adwokat to brzmi jak w przypadku głęboko, oszołomskich projektów katolibańskich. Trochę jak by poważny urzędnik nie wiedział, w jakim czasie i świecie się znajduje.

I poza wszystkim, krótka rozmowa w moim ulubionym radio uświadomiła mi jak trudny jest to problem. Otóż terapeuta uzależnień twierdził, że jednym ze sposobów ograniczenia szkód wynikających z FAS jest ograniczenie picia alkoholu przez ojców. Jasne edukacja, psychoedukacja, tworzenie nawyków, może zmniejszyć wzrost liczby osób pijących ryzykownie i szkodliwie a także uzależnionych i w efekcie przypadków FAS. Ale tu i teraz jest wiele młodych kobiet, które przeszły już przez czas, w którym można było na nie w ten sposób wpływać i trzeba jakoś ratować ich dzieci. I w takich przypadkach picie ojca ma się już nijak do przyszłego FAS dziecka.

11:37, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 11 września 2017
KAGANIEC NA GMINY

Do napisania tego wpisu przymierzałem się od miesięcy. Wszystko jest niby jasne, ale jakoś tak trudno ubrać to w słowa. Dwa lata temu MONAR opublikował list wzywający między innymi do racjonalizacji wydatków na profilaktykę i terapię. Jak taką propozycję ubrać w ciało?

Większość środków na profilaktykę wydatkowane jest przez gminy, ze środków z opłat detalicznych sprzedawców alkoholu. Mogę to oszacować na około 80 milionów złotych. Jak te środki są wydatkowane. Gdyby dokładnie przejrzeć rejestry umów można znaleźć cuda. Na przykład sterylizację kotów czy wycieczki autokarowe. Jeśli nawet wszystko wydaje się sensowne, jeśli przyjrzeć się dokładniej okazuje się, że niekoniecznie jest.

Szkolenia dla członków komisji antyalkoholowych. Koszt rzędu tysiąca złotych za osobę za kilka dni. Kiedy dzwoni osoba przedstawiająca szkolenie mówi, jaki są atrakcje – kolacja w góralskiej chacie, przejazd bryczkami, uroczyste kolacje. Być może jest jakiś wykład, jak się dopytać to coś na ten temat powie. Gmina płaci za fajny wyjazd dla prominentnych osób, taki benefit.

Zajęcia dla dzieci –bez ewaluacji, dla mniej biegłych, nie wiadomo czy dają jakiekolwiek efekty, firmy życzą sobie za nie opłaty rzędu 400 zł za godzinę, kiedy w taryfikatorze KBPN jest tu górna granica 80. Albo z innej beczki, w świetlicy socjoterapeutycznej prowadzono w sposób wzorowy dokumentację. Do rozliczenia dotacji potrzebne były listy obecności dzieci i odpowiednia ich liczba. W tej świetlicy podczas kontroli w październiku okazało się, że wychowawcy wiedzą już ile dzieci będzie w grudniu a akurat przypadkiem, przed chwilą, wyszło dziewięć z jedenastu dzieci znajdujących się na liście na ten konkretny dzień.

Różne atrakcje jak koncert profilaktyczny, festyn, wyjazd na jakąś atrakcję. I pokażę pewien dylemat. Jest akcja promowana przez policję PaT. Samo wydarzenie sensowne, choć za bardzo postawione na PR niż rzetelną pracę. Przystanek PaT w gminie to około 35 tysięcy. I tu pojawia się pytanie – czy lepiej wydać te pieniądze na spotkanie młodzieży z różnych miejscowości o nieznanym efekcie czy na przykład na 350 do 400 godzin konsultacji z psychologiem? Z mojego punktu widzenia sprawa jest jasna, lepsza jest szeroko pojęta psychoedukacja i pomoc psychologiczna.

Co więc można? Można przygotować szablon działań pomocowych składający się z form akceptowalnych, takich jak pomoc psychologiczna, prawna, psychoedukacja z odpowiednimi taryfikatorami (koszt godziny zajęć nie większy niż). Propozycje ewaluacji i przewidywania efektów działań. A więc jeśli organizowany jest wyjazd, to jedynie w przypadku, kiedy jego trzonem jest psychoedukacja. Określenie, za co można płacić przy okazji na przykład szkoleń, tak, żeby gmina płaciła za wykłady a nie wycieczki. Określenie, jaką część ze środków można przeznaczyć na festyny. Czy wreszcie ustalenie, że zgodnie z wytycznymi PARPy niewłaściwe jest opłacanie przez gminę pracy w stowarzyszeniach i trzeźwościowych nie powinna być opłacana przez gminy.

I żeby wszystko to nie było pustym gadaniem przekazać do RIO (Regionalnych Izb Obrachunkowych) jako wskazówka do oceny legalności wydatków. Wtedy gminy będą musiały wydawać środki rzeczywiście na przeciwdziałanie uzależnieniom a nie na sterylizacje kotów, wycieczki dla znajomych i pogłębianie patologii.



16:07, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 31 sierpnia 2017
TA STRASZNA MARIHUANINA

Dwie świeże informacje o marihuanie, w jakimś stopniu pobudziły mnie do refleksji. Jedna pojawiła się w mediach drugą podał znany terapeuta. Popatrzmy.

Ten drugi to wyniki wieloletnich podłużnych badań prowadzonych w Stanach Zjednoczonych. Wynika z nich, że użytkownicy marihuany w porównaniu z osobami nie korzystającymi z tej używki mają niższe IQ. Badanie metodycznie bez zastrzeżeń. Pojawia się pytanie i co z tego?

Wiele aktywności podejmowanych przez człowieka jest związanych z różnymi szkodami. Tak jest z używaniem narkotyków, piciem alkoholu czy sportem, także amatorskim. Robimy wiele rzeczy, które sprawiają nam przyjemność mimo pełnej świadomości, że jakoś nam to szkodzi. Czym więc jest obniżenie IQ? Z całą pewnością czymś co wiele osób jest w stanie zaakceptować, a wiele wyprzeć. Pomijam fakt, że nawet spory spadek IQ i tak pozostanie często niezauważony, zwyczajnie wiele osób  nie korzysta ze swojego intelektu.

Fakt drugi, medialny. Dziewczyna paliła coś, co uważała za marihuanę i znalazła się na ostrym dyżurze, w zapaści. Jak znam życie z marihuaną to wiele wspólnego nie miało, jeden z wielu sprzedawanych jako zioło dopalaczy. Zezłościło mnie dramatycznie wmawianie, że to na pewno skun, że ten skun to jest strasznie straszny i że to jak żywność genetycznie modyfikowana.

Skun to zmodyfikowana marihuana. Najważniejszym i najsilniejszym składnikiem psychoaktywnym jest w niej THC. A po THC zapaści, zatruć ze skutkiem śmiertelnym nie ma. Takie wciskanie pod publiczkę kitu przynosi szkody.

Jasne, to już nie ta dawna marihuana co miała maks 4,5% THC. Przynosi więcej szkód bo silnie działa na emocje, daje szybciej i większą gratyfikację. Jasne ciasteczka z marihuaną to nie są delicje szampańskie i silniej nas zaburzają. Ale mieszanie zioła, choćby nie wiem jak mocnego z Mocarzem to brednie.

Wypada raczej powiedzieć – popatrz, nigdy nie wiesz co bierzesz, to, że diler mówi ci że to marihuana to rzadko prawda, mimo, że sam często w to wierzy. Może przy okazji warto zastanowić się nad depenalizacją posiadania klasycznych narkotyków, żeby handel dopalaczami przestał się opłacać.

Warto być uczciwym.

 

12:40, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 27 sierpnia 2017
POGADAĆ PRZY PIWIE

Jeden tekst w stołecznym dodatku do Wyborczej na tyle mnie ruszył, że zamiast pisać to, co pisać teraz powinienem polecę z tematem. Rzecz o „partyworkerach” z Narkopolityki. Po przeczytaniu tekstu i jego przetrawieniu przypomniał mi się jeden z moich wykładowców. Zadał pytanie czy lepiej jest uczyć źle czy nie uczyć w ogóle. Trawestując, nie wiem jak jest w praktyce, ale z tekstu wydaje mi się, że lepiej jest nie robić nic, bo jeśli jest tak jak opisała pani redaktor, to wzmiankowane działania przynoszą więcej szkody niż pożytku.

Redukcja szkód to ważny kierunek działań. W Warszawie jest świetnie prowadzony przez MONAR program partworkerów, są i streetworkerzy. To trudne działania i wymagające stałej ogromnej koncentracji. Czemu młodociana redaktorka Stołecznej opisała akurat wolontariuszy z Narkopolityki nie wiem. Podejrzewam, że spotkała ich w jakimś klubie i zapadli jej w pamięć. Mogę zgadywać.

Co mnie wkurzyło? Brak, skrajny brak profesjonalizmu. Pomoc polegająca na potrzymaniu kogoś w kocu, sorki, czasem trzeba udzielić pierwszej pomocy, pracownicy z MONARu są jednocześnie po przeszkoleniu w ratownictwie medycznym, mają magiczną ratowniczą walizeczkę i jeśli trzeba fachowo udzielają pierwszej pomocy. Są trzeźwi (wyobraźmy sobie podobny standard w innej dziedzinie – pan doktor może wypić dwa piwa w czasie dyżuru, bo musi być przytomny). Interwencje to także okazje do przyjrzenia się głębiej człowiekowi. Może już czas żeby zaczął coś ze sobą zrobić. Czasem tacy ludzie po taką pomoc idą do profesjonalnych partyworkerów. Ci mogą wtedy przekserować człowieka do poradni czy wręcz umówić się z nimi i iść tam.

Jeżeli opis z tekstu jest wierny to nie są to partyworkerzy a grupa znajomych, którzy lubią sobie przy piwie pogadać o dragach w klubie. I to robią. Szkoda, że wiąże się to czasem ze szkodą dla innych.

Jak to było? Primo non nocere.



11:06, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 21 sierpnia 2017
BEZRADNOŚĆ

Od jakiegoś czasu chodziła za mną potrzeba napisania o systemowej dziurze, ale najpierw taki drobiażdżek.

Ten obrazek wraca do mnie, czy może siedzi gdzieś głęboko. Mam wrażenie, że każdy pracujący w branży czasem tak ma. Ważne jest tu określenie pracujący a nie chodzący do pracy. To coś, co uczy pokory, pokazuje, ograniczone możliwości naszych działań.

Obrazek z sieciowej kawiarni w centrum Warszawy. Wchodzi mama z córką, lat na oko szesnaście, ale w stanie, w jakim jest trudno ocenić wiek. Ręce takie, że cztery spokojnie objąłbym jedną ręką. Nie żebym miał długie palce, ale oceniając wagę przy wzroście około 165 waga to około 35 kg. Widać, że to anoreksja. Słychać także.

Dziewczyna pyta o coś do picia, początku rozmowy nie słyszę. Pytanie o lemoniadę, czy jest słodzona? Po kilku takich pytaniach staje na wodzie. Zastanawiam się nad tym czy matka jest świadoma. Czy w takim razie nie jest tak, że przy pełnej wiedzy pozostaje bezradna? Paskudne uczucie – patrzeć na powolne umieranie dziecka. Gdzieś w środku czuję impuls – wstać, podejść, choćby przez chwilę pogadać. Może taki impuls z zewnątrz podziała. Siedzę i patrzę jak wychodzą czując kompletną bezradność.

Wraca ileś takich obrazków. Dziewczyna przy stacji WKDki, kiedy jeszcze tam był bajzel. Nieźle ubrana, z taką jasną twarzą, siedząca pod ścianą i powoli się po niej osuwająca. Chłopak ewidentnie pod wpływem jadący tramwajem, trochę się kiwa i prowadzi w myślach burzliwą rozmowę – widać po mimice i gestykulacji. Mężczyzna w średnim wieku, wyraźnie inteligencka twarz siedzący albo przysypiający na ławce w centrum. Te wszystkie sytuacje, kiedy widziałem kogoś, kto ewidentnie potrzebował pomocy a jej udzielenie było poza moimi możliwościami.



06:50, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 maja 2017
PSEUDO QUASI

Się niewinnej ostatnio ode mnie dostało. A było tak:

W przerwie podeszła do mnie sympatyczna pani nauczycielka i stwierdziła, że lepiej żeby jakoś wyraźniej powiedział, że narkotyki są złe i uzależniają, bo jak tak mówię to ktoś może uznać, że można ich spróbować. Tu okazało się, że refleks mam typowo schodowy, to znaczy Ona mi powiedziała we wtorek a ja się zorientowałem, co powinienem powiedzieć po dwóch dniach.

Otóż zapytałem

- I co wtedy (w sensie jak ktoś spróbuje)?

- No może się uzależnić.

I tu zaczęła się dłuższa dyskusja czy może nie warto korzystać z facebooka, bo też uzależnia i na koniec w przebłysku jakże rzadkiego u mnie myślenia wróciłem do statystyk z USA gdzie okazało się, że ostry przekaz – „narkotyki albo śmierć – wybór należy do Ciebie” przynosi szkody – w miejscach, w których wiesza się plakaty z takim przekazem ludzie zaczynają częściej brać. Ale i ten argument nie dotarł. Wyszło, że lepiej jest szkodzić, niż powiedzieć, że po jednym kontakcie z narkotykiem nie musisz umrzeć.

Po czasie dotarło do mnie, co było rzeczywistą przyczyną irytacji. Otóż powtarzane przez pseudospecjalistów pierdy tak nie możesz robić, bo to może być zachętą do sięgania po narkotyki. Czyli lepiej, żeby młodzi brali w sposób bardziej zagrażający i umierali lub ponosili ciężki uszczerbek na zdrowiu niż spowodować, że być może, ale nie na pewno, chociaż jest to w pewnym sensie możliwe, że jakoś to ich skłoni do sięgnięcia po narkotyk.

Chujumuju dzikie węże. Ja poproszę o zmierzone badaniami potwierdzenie, że tak jest albo dziękuję za dyskusję. Bo życie i zdrowie ludzi jest ważniejsze niż lęki budzone takie przez takie teksty. Bo w wyniku ktoś może sięgnąć po narkotyk. No i?

No i jeśli ktoś ma uporządkowane życie to weźmie raz i drugi, ba może będzie brał latami od czasu do czasu, raz na jakiś czas, co dwa – trzy miesiące nic się nie stanie. Ludzie uzależniają się nie, dlatego, że biorą, biorą coraz częściej i uzależniają się, bo są elementy ich życia, które sprawiają im cierpienie. Patrząc na to w ten sposób odpowiedzialność za uzależnienie nastolatka spoczywa po kolei na jego rodzicach i dalszej rodzinie, na szkole, na miejscowości i państwie i dopiero wtedy na dilerze. Gdyby wszystko było OK by sobie biedaczek nie zarobił.



16:04, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11