RSS
czwartek, 25 maja 2017
PSEUDO QUASI

Się niewinnej ostatnio ode mnie dostało. A było tak:

W przerwie podeszła do mnie sympatyczna pani nauczycielka i stwierdziła, że lepiej żeby jakoś wyraźniej powiedział, że narkotyki są złe i uzależniają, bo jak tak mówię to ktoś może uznać, że można ich spróbować. Tu okazało się, że refleks mam typowo schodowy, to znaczy Ona mi powiedziała we wtorek a ja się zorientowałem, co powinienem powiedzieć po dwóch dniach.

Otóż zapytałem

- I co wtedy (w sensie jak ktoś spróbuje)?

- No może się uzależnić.

I tu zaczęła się dłuższa dyskusja czy może nie warto korzystać z facebooka, bo też uzależnia i na koniec w przebłysku jakże rzadkiego u mnie myślenia wróciłem do statystyk z USA gdzie okazało się, że ostry przekaz – „narkotyki albo śmierć – wybór należy do Ciebie” przynosi szkody – w miejscach, w których wiesza się plakaty z takim przekazem ludzie zaczynają częściej brać. Ale i ten argument nie dotarł. Wyszło, że lepiej jest szkodzić, niż powiedzieć, że po jednym kontakcie z narkotykiem nie musisz umrzeć.

Po czasie dotarło do mnie, co było rzeczywistą przyczyną irytacji. Otóż powtarzane przez pseudospecjalistów pierdy tak nie możesz robić, bo to może być zachętą do sięgania po narkotyki. Czyli lepiej, żeby młodzi brali w sposób bardziej zagrażający i umierali lub ponosili ciężki uszczerbek na zdrowiu niż spowodować, że być może, ale nie na pewno, chociaż jest to w pewnym sensie możliwe, że jakoś to ich skłoni do sięgnięcia po narkotyk.

Chujumuju dzikie węże. Ja poproszę o zmierzone badaniami potwierdzenie, że tak jest albo dziękuję za dyskusję. Bo życie i zdrowie ludzi jest ważniejsze niż lęki budzone takie przez takie teksty. Bo w wyniku ktoś może sięgnąć po narkotyk. No i?

No i jeśli ktoś ma uporządkowane życie to weźmie raz i drugi, ba może będzie brał latami od czasu do czasu, raz na jakiś czas, co dwa – trzy miesiące nic się nie stanie. Ludzie uzależniają się nie, dlatego, że biorą, biorą coraz częściej i uzależniają się, bo są elementy ich życia, które sprawiają im cierpienie. Patrząc na to w ten sposób odpowiedzialność za uzależnienie nastolatka spoczywa po kolei na jego rodzicach i dalszej rodzinie, na szkole, na miejscowości i państwie i dopiero wtedy na dilerze. Gdyby wszystko było OK by sobie biedaczek nie zarobił.



16:04, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
środa, 24 maja 2017
ŚMIERDZĄCY PROBLEM

Jak można ograniczyć poziom występującej w szkołach patologii? Okazuje się, że czasem potrzebna jest niewielka zmiana. Popatrzmy na przykładzie handlu narkotykami.

Dwa miejsca w szkołach, w których najczęściej pracują dilerzy? Szatnia i toaleta. Zacznijmy od rzadko dostrzeganego faktu – dilerami w szkołach są uczniowie. Bo kto inny może niezauważony kręcić się po szkole? A gdzie mogą czuć się w miarę bezpieczni? No właśnie w szatni i w toalecie.

Szatnia, jak wszyscy pamiętamy z czasów szkolnych to labirynt zakamarków, w którym można ukryć się w celu uniknięcia lekcji, na której mogę dostać kolejną jedynkę, mogę poszturchać nielubianego kolegę lub, co zdarzyło mi się przypadkiem kopnąć nauczyciela od matematyki (od tyłu wyglądał zupełnie jak kolega). To tam pomiędzy wiszącymi kurtkami, plecakami, workami dyskretnie z ręki do ręki wędrują zawiniątka w folii, maleńkie samary i banknoty.

No, ale gdzieś trzeba przecież te kurtki zostawiać> Przykładem do zastosowania jest ZS Gminnych nr 1 w Milanówku. Jest tam szatnia, taka jak nie przymierzając w teatrze. Jednocześnie obsługujące go osoby mają kontrolę, kto i po co wychodzi ze szkoły. Także, kto odbiera dziecko w przypadku klas I – III. Można?

A czemu tak bezpiecznie jest w toalecie? Ano nie ma tam monitoringu a jednocześnie jest jasne, że nie wejdzie tam nauczyciel. Toalety dla nauczycieli są osobne, wydzielone. Nie mam tu pewności, ale podejrzewam, że takie są przepisy sanitarne. A szkoda, bo dzięki temu, ktoś w kiblu spokojnie może sprzedać, wymienić, wymusić, wygolić brwi, albo zwyczajnie obsikać.

I wracamy do pytania jak to zmienić? Może wystarczy, jako „nauczycielską” oznaczyć jedną z szeregu kabin? Wtedy ktoś, kto ma „głupi” pomysł zastanowi się i nie będzie czuł się już aż tak bezpiecznie.

I jeszcze: monitoring niczego w tej dziedzinie na załatwi. Co najwyżej sprawi, że po fakcie możemy zobaczyć, co się działo? Zbawcza rola monitoringu to mit. Ograniczając obszar działania dilerów nie rozwiążemy problemów uzależnieni a od narkotyków, jedyne, co osiągniemy to obniżymy komfort związany z tą sferą. Ale po pierwsze przełoży się to także na inne patologiczne sytuacje a po drugie nawet, jeśli tylko temu obniżeniu ma to służyć to i tak warto.



10:40, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 maja 2017
PACANEUM

Wpadł mi w oko kawałek tekstu w magazynie Psychologia społeczna. Na więcej szkoda mi było czasu. Streszczając wyniki terapii uzależnienia od alkoholu są niewielkie i trudne do przewidzenia. Ale nic to, uczeni są w trakcie tworzenia enzymu, który skutecznie wyleczy z uzależnienia. I to w piśmie dla psychologów?

Gdyby tak mówili lekarze jakoś bym to zrozumiał, ale psycholog? Zacznijmy, uzależnienie to proces przebiegający w sferze uczuć, emocji, psychiki. Co stanie się, jeśli ktoś zacznie przyjmować lek całkowicie wykluczający powstawanie gratyfikacji, na poziomie fizjologicznym substancja nie działa? Ba może od razu taki, który zamiast gratyfikacji będzie dawał negatywne odczucia. Człowiek przestanie przyjmować substancję, to jasne, ale przyczyna, dla której potrzebna mu była ta a nie inna gratyfikacja nie zniknie. Z czasem znajdzie sobie inny sposób na uzyskiwanie podobnej gratyfikacji.

Czy w takim razie powinno się zrezygnować z farmakoterapii w leczeniu uzależnienia? Oczywiście nie. Leki, choćby takie, które powodują, że gratyfikacja nie jest odczuwana ułatwi przejście przez początek terapii będzie łatwiejszy. Szczególnie w przypadku terapii ambulatoryjnej. Tyle, że bez zmian w sferze umiejętności psychospołecznych leki nie wystarczą tu potrzebna jest praca własna. I o ile rezygnując z leków mam mniejsze szanse na wyjście z uzależnienia, ale nie są one zerowe, to w przypadku poprzestania na samych lekach zwyczajnie zmienię substancję lub zastąpię ją czynnością.

To, od czego wyszli autorzy tekstu jest faktem – leczenie alkoholizmu w Polsce ma dramatycznie niską skuteczność. Ale powodem tego jest fakt, że osoby zajmujące się alkoholizmem objaw, jakim jest szkodliwe picie alkoholu lub uzależnienie traktują, jako byt niezależny. Zajmują się nim jak był przyczyną choroby. Czyli pod tym względem nic ich nie różni od pomysłu na cudowny lek. Cudowny lek na uzależnienie to pacaneum a nie panaceum. Warto o tym pamiętać.



09:53, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
sobota, 06 maja 2017
MARIHUANA I AGRESJA

Przez lata pewne zachowania przypisywano alkoholowi inne marihuanie. Pisząc wprost stwierdzano, że o ile alkohol wzmaga agresję to marihuana raczej takie zachowania osłabia. Na porządku dziennym było stwierdzenie – o ile bez obaw wchodzę między młodych ludzi palących marihuanę to miałbym obawy przed wejściem w grupę pijącą piwo. Czy nie czas na zweryfikowanie tej opinii?

Jasne, wiemy o tym jak na poziomie biologicznym działają alkohol i THC i jest jasne, że na poziomie czystego oddziaływania biologicznego w badaniach wychodzi, że częściej alkohol zwiększa szanse na pojawienie się agresji. Ale mam dziwne przekonanie, że wnioskowanie jedynie na podstawie reakcji na obrazki, a na tym w gruncie rzeczy polega badanie to za mało. Potrzebne są szersze badania ze statystyką częstości zdarzeń pojawiającej się agresji w związku z byciem pod wpływem. Dopiero to da pełny obraz.

Dwa pytania. Pierwsze – co w związku z tym, że bardzo często marihuana jest palona w towarzystwie alkoholu. Te dwa środki są łączone. Czy w takim razie, jeśli ktoś wypije kilka piw i zapali faję i zacznie zachowywać się agresywnie przypiszemy alkoholowi czy marihuanie?

Drugie – zdecydowanie zmienił się na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat skład konsumentów marihuany. W środowiskach, w których agresja jest na porządku dziennym także pali się marihuanę. Może się, więc okazać, że w takich grupach agresja po zapalenia marihuany jest częstsze niż bez palenia, choć oczywiście rzadsze niż po alkoholu.

I jeszcze – coraz więcej jest doniesień o tym, że współczesna marihuana zawiera więcej THC w stosunku, do CBD a to ta druga substancja zmniejsza ryzyko wszelakich zaburzeń. Czy podobnie może być w przypadku szeroko pojętej agresji? No i poza tym czy tak łatwo w Polsce kupić marihuanę, czystą marihuanę?



09:06, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 13 kwietnia 2017
WRÓŻKA NA WIELORYBIE

Powtarzają się kolejne razy ostrzeżenia a to przed Niebieskim Wielorybem, a to przed Wróżką Ognia. Pytanie, jaki to ma sens, jakie mogą być efekty. W szumie, jaki słychać ucieka to, co najważniejsze.

Najpierw był Wieloryb. Nawet w miarę sensowne media opisywały przypadki samobójstw w Rosji szacując ich liczbę na ponad 100. Faktem jest, że ileś takich przypadków było, wszystkie w podobnym schemacie i łączone z grą. O grach pisał także MEN alarmując w ten sposób szkoły.

Wyjaśnijmy najpierw: nie wszystko, co pojawia się na ekranie po włączeniu komputera to gra. Gra komputerowa to program tworzący środowisko, w którym można to czy tamto. To znaczy układać pasjansa, grać w pokera, uprawiać seks czy mordować kogoś piłą łańcuchową. Nie było, więc oddziaływanie w ramach Płetwala Błękitnego grą, raczej rodzajem manipulacji, bardzo prawdopodobne gdzieś na granicy cyberprzemocy.

Podobnie jest w Ogniową Wróżką, nie ma ona z grami komputerowymi zbyt wiele wspólnego. Wszyscy wiedzą, ale tak na wszelki wypadek przypomnę. Wieloryb w oryginale wyglądał w ten sposób, że nastolatek dostawał kolejne zadania, z których ostatnim było popełnienie samobójstwa. Przy czym system funkcjonował tak, że nie każdy mógł znaleźć się w kręgu, w którym nakłaniano do samookaleczeń. Taki wentyl bezpieczeństwa. W przypadku Wróżki Ognia dziecko dostaje informację, że jeśli odkręci nocą gaz w kuchni zmieni się właśnie we wróżkę.

To dwa osobne, ale i podobne przypadki. Pierwszy adresowany do nastolatków, które nie radzą sobie ze sobą, drugi dla dzieci, góra kilkuletnich. Łączy je to, że do życia w Polsce powołały je media. Gdyby informacje nie były powielane nikt by się tym nie zainteresował, nie pojawiłyby się pomysły, żeby wykorzystać modę. Dodajmy, nasza wersja Wieloryba jest dramatycznie tandetna. Zaczynanie tego rodzaju manipulacji od samookaleczenia to błąd.

Ale cały ten szum jest okazją, żeby przypomnieć kilka ważnych rzeczy. Zaczynając od wróżki, jeśli kilkulatek samodzielnie buszuje w Internecie, ma możliwość kontaktowania się z nieznajomym znaczy to dokładnie tyle, że rodzice nie zadbali o podstawy bezpieczeństwa. A Wieloryb? Zdrowy nastolatek żyjący w miarę satysfakcjonująco nie podda się takim manipulacjom. Mam wrażenie, że nastolatka z Milanówka jest ofiarą nie tyle Płetwala, co mediów, które się tym ssakiem emocjonowały. One sprawiły, że w ruch poszło ostre narzędzie. Z drugiej strony bardzo możliwe, że tak czy inaczej doszłoby do jakiegoś rodzaju autoagresji. I to także leży po stronie rodziców. Ale także szkoły, która niestety nie radzi sobie z wyłapywaniem młodych ludzi w złym stanie i udzielaniem im później pomocy. A przypadków depresji wśród dzieci i młodzieży jest coraz więcej i pojawiają się coraz wcześniej.

A więc to nie wróżki czy wieloryby są zagrożeniem, ale brak opieki, relacji pomiędzy rodzicami a dziećmi.

I drugie, nie idę tak daleko w ocenianiu mediów, żeby oskarżać je o to, że świadomie podnoszą sobie klikalność, w rzeczywistości generując problem. Chcę wierzyć, że robią to w przekonaniu, że taka informacja służy czemuś dobremu, ale warto zastanowić się, jakie będą widoczne efekty. I smutne, że po wpadce w Wielorybem, chwilę później wypłynęła wróżka. I mam przekonanie bliskie pewności, że znajdzie się jakiś młodociany psychopata, który tak dla żartu spróbuje wkręcić dzieciaka we wróżkę. Bo przeczytał o tym w sieci.

wtorek, 28 marca 2017
DAJĄ POZORNIE

Powtarzane przez wybitnych specjalistów opisy, czy raczej wartościujące oceny stanów, doznań, które pojawiają się po narkotykach jest czymś, co budzi mój głęboki, ba bardzo głęboki sprzeciw. To jest zakłamywanie rzeczywistości.

Dwa przykłady. W tekście o tym jak działają narkotyki, pisałem o tym w innym wpisie, jest stwierdzenie, że jakość doświadczeń duchowych jest niezwykła. Wreszcie jakiś czas temu w Wysokich Obcasach, medium papierowym, polskojęzycznym psycholożka stwierdza, że intensywność doznań seksualnych pod wpływem substancji jest zdecydowanie wyższa niż bez nich.

I tu pojawia się argumentacja, że rezygnacja z narkotyku poprawia sytuację zdrowotną. Czyli stawiamy taką alternatywę – mniejsza przyjemność, większa zdrowotność. Czy jest ona rzeczywista?

O duchowości pisałem, zatrzymam się na seksie. Przychodzi do mnie klient i opowiada, jakie to fantastyczne rzeczy odczuwa uprawiając seks nakoksowany. I tu kluczowe jest kilka słów. Kokaina to narkotyk dla specyficznego klienta. Mnie jakoś nigdy nie kręciła, ale to tak nawiasem. Irytujące jest dla mnie samo określenie „uprawianie seksu”. Uprawiać to można działkę lub piłkę nożną. Kojarzy mi się ono z mechaniczną czynnością. Może w takim razie warto zastanowić się, czemu seks dla tego konkretnego klienta jest tak słabe, że potrzebny jest wspomagacz?

I idąc w tym kierunku możemy więcej uzyskać – jak zmienić życie żeby, jakość doświadczeń związanych z bliskością i fizycznym obcowaniem stało się nawet niesatysfakcjonującym a fantastycznym doświadczeniem.

Jasne, nie jest łatwo zauważyć, że pusty seks, seks, w którym cała treść to fizyczne obcowanie musi wiązać się ze słabszymi doznaniami. Tyle, że jeśli elementem czyjegoś życia jest właśnie uprawianie seksu bez zobowiązań to będzie ono równie destrukcyjne jak branie narkotyków. Jest tu pewna wspólna przyczyna – brak lub słabość rzeczywistych bliskich relacji.

To teraz jeszcze raz kawowonaławowo, jak mawiał mój wykładowca fizyki. Możesz dalej wspierać się narkotykami, żeby wzmocnić odczuwane bodźce, albo zmienić to, czym jest w Twoim życiu seks i odczuwać zdecydowanie więcej niż w seksie bez zobowiązań, ale z narkotykami.

Jeśli doznania związane z przyjmowaniem substancji chemicznych, wszystko jedno naturalnych czy syntetycznych, o zastosowaniu rozrywkowym są w Twoim przekonaniu takie super przyjemne i fantastycznie intensywne to znaczy, że w Twoim zwykłym, trzeźwym życiu brak rzeczywistych prawdziwych bodźców. Może w takim razie warto pomyśleć jak je uzupełnić. Bo w rzeczywistości korzystając z chemii odbieramy sobie takie właśnie doświadczenia. Narkotyki nie dają czegoś ekstra, dają jedynie takie wrażenie. One zabierają to, co w życiu najbardziej fantastyczne, kolorowe, intensywne i przyjemne.

07:32, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 marca 2017
CENTRUM PATOLOGII

Myśl, która stanowi początek wpisu jest ze mną od miesięcy albo i lat. Jednak jakoś nie mogłem zebrać do napisania tego, co tu teraz powstaje. Iskrą była recenzja na stronie księgarni Matras, do nie dotarłem, bo wcześniej ktoś zapytał mnie czy można jeszcze gdzieś kupić papierową wersję Roku w MONARze.

Podczas szkolenia terapeutów, nie powiem, w jakim fragmencie usłyszałem określenia, że ośrodek terapii to centrum patologii. Usłyszałem od prowadzącego, nie któregoś z zaburzonych uczestników. Gdyby uważnie przemyśleć tę myśl okaże się, czemu efektywność terapii jest taka nędzna.

W pracy z ludźmi, w ogóle w relacji z ludźmi istotne jest, co czuję, co mam w środku niż to, co mówię. Jeśli nauczyciel wchodząc do klasy myśli „o ranę znowu ta banda debili” a w słowach, sformułowaniach stara się dowartościowywać uczniów budować ich pozytywny obraz we własnych, tych uczniów oczach, to tak czy inaczej niewiele z tego przyjdzie. W mojej opinii lepiej by było gdyby powiedział, co o nich myśli, bo prawda jest fundamentem budowania relacji.

Jeśli w moich oczach pacjent, klient czy zwyczajnie człowiek, z którym spotkałem się, nasze drogi przecięły się, on walczy z chorobą a ja staram mu się w tym nie przeszkadzać. Poleciałem, no, więc jeśli ten człowiek jest w moich oczach patologią to lepiej zwracać się do niego „ty chuju” niż ważyć słowa i zastanawiać się czy nie zaszkodzi mu słowo powinieneś. Tak jest uczciwie a poza tym widząc w człowieku patologię sprawiamy, że on tym bardziej czuje się patologią.

Trzy spokojne oddechy. Jeśli ktoś chce uczyć pracy z osobą uzależnioną powinien wiedzieć, że uzależnienie to choroba nie patologia. Jeśli tego nie wie to kury mu szczać prowadzać a nie pracować z uzależnionymi czy tym bardziej uczyć takiej pracy.

W czasie takich rozważań słyszę często – ty nie można się nad nim użalać, swoje przerobić musi. Jasne, kiedy fizjoterapeuta zaleca jakieś ćwiczenia, często ma pełną świadomość, że wiążą się ona z bólem, cierpieniem. Ale mimo wszystko oczekuje od pacjenta ich wykonania, bo dzięki temu może on wrócić do zdrowia.

 

link do recenzji

I na koniec – jasne są ośrodki, które spełniają całkowicie warunki, żeby nazwać je centrum patologii. Takimi jest ukształtowali pracujący tam ludzie. No i w takich miejscach trudno o realną pomoc.

 

10:59, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 marca 2017
AIDS WRÓCI

W latach dziewięćdziesiątych udało się zatrzymać epidemię AIDS w Polsce, przede wszystkim za sprawą intensywnie prowadzonej akcji informacyjnej adresowanej przede wszystkim do osób podejmujących działania wiążące się z ryzykiem zakażenia wirusem HIV. Pytanie jak wiele wiedzy pozostało w społeczeństwie do dziś i jak to jest u wchodzącego w dorosłość młodego pokolenia.

Pomysł, żeby napisać te kilka zdań wziął się z rozmowy z gimnazjalistką. Mającą sporą wiedzę, choć akurat nie z dziedzin przyrodniczych. Otóż wyszło, że dziewczyna ma lat szesnaście i w życiu nie słyszała o czymś takim jak AIDS, także HCV było dla niej czymś obcym.

Mamy, więc osobę, która w perspektywie kilku lat będzie podejmowała aktywność seksualną, może być zmuszona do udzielania pierwszej pomocy, czy w jakiś inny sposób będzie narażona na kontakt z potencjalnym materiałem zakaźnym i kompletnie nie zdaje sobie sprawy z zagrożenia.

A przecież z jednej strony mamy ciągle spory szacowany poziom zakażeń mających miejsce i niewykrytych, co powoduje, że właściwie nie sposób w sposób pewny powiedzieć – ten jest zdrowy, tamten nie. Po drugie rozwija się spory sektor indywidualnych usług z sektora beauty, czyli różnego rodzaju stylizacje paznokci, kosmetyczki, co, do których warto upewnić się, że wszystko jest sterylne. Tyle, że żeby podejść do czegoś takiego potrzebna jest świadomość zagrożenia a ona jest zerowa.

W tym momencie, kiedy kwestie związane z AIDS przestały być jednoznacznie wiązane z obszarem wykluczenia, to znaczy z homoseksualizmem i narkotykami powinno wystarczyć albo kilka słów na biologii czy na godzinach wychowawczych, nazywanych szumnie godzinami do dyspozycji wychowawcy. Podstawowe informacje o tym jak się można zakazić, co nie może być drogą zakażenia i jakie są potencjalne konsekwencje. Trochę wiedzy, która może ocalić życie.

12:44, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 27 lutego 2017
POMIMO

Spektakl Jeździec Burzy w Teatrze Rampa obudził we mnie myślenie i szczerze mówiąc sporo złości. Do tego doszła jeszcze scena z Birda Clinta Eastwooda i wspomnienie dwóch znakomitych trębaczy Chata Bakera i Milesa Davisa oraz wiele innych historii wielkich.

Przez lata powtarzana jest bzdura, jak to przyjmowanie różnego rodzaju narkotyków pobudza twórczą aktywność, otwiera człowieka na nowe doznania i takie tam kocopoły. Ucieszył nie, o czym już pisałem profesor Vetulani, który najpierw zachwalał jak to pobudza kreatywność marihuana a później na pytanie jak wyglądał rozmowa jego i zaprzyjaźnionych z nim uczonych pod wpływem tego narkotyku przyznał szczerze – był to bełkot.

I tu pojawia się pytanie – czy na przykład bohater spektaklu w Teatrze Rampa Jim Morrison stworzył wspaniałą muzykę i teksty dzięki czy pomimo sięgania po narkotyki? Można to sprawdzić dwóch Morrisonów i jeden będzie tworzył na czysto, drugi przeżyje swoje życie tak jak żył rzeczywiście twórca. Proste.

W jakimś sensie podobnie wyglądała kwestia Davisa i Bakera. Zaczęli kariery w podobnym czasie, mieli zdanie znawców porównywalne talenty. Tyle, że Bakera zniszczyły narkotyki w tym przypadku heroina. I mimo, że żył zdecydowanie dłużej niż wielu heroinistów tworzył znacznie mniej i choć trzeba przyznać, jego twórczość była niezwykła jego wkład w zmiany muzyki były znacznie mniejszy niż to, co zrobił Davis.

I dalej w Birdzie Parker przekonuje wpatrzonego w niego Red Rodneya, że to nie narkotyki sprawiły, że tworzył tak niezwykłą muzykę. Dodajmy wczesną, dramatycznie wczesną śmierć wielkich – Morrisona, Hendrixa czy Janis Joplin.

Twórcy to osoby obdarzone ogromną wrażliwością, co w znacznym stopniu sprawia, że są podatni na szkodliwe, ryzykowne sięganie po narkotyki, także uzależnienie. Stąd tak wielu wybitnych artystów mających w życiorysie raczej większy niż mniejszy narkotykowy epizod.

I drugie – w czasie, kiedy Morrison dokonywał swoich odkryć, muzycznych i narkotykowych, tych drugich dokonywały tysiące. Czemu w takim razie pojawił się tylko jeden Morrison? Ba ja sam także dokonywałem podobnych odkryć (chemicznych nie muzycznych), czemu zatem nie stworzyłem zespołu i nowej wspaniałej muzyki. Cóż, może, dlatego, że jestem muzycznym beztalenciem.

Długoterminowo narkotyki mogą stępić wrażliwość, odebrać zdolności czy energię do pracy. Jasne mają swoją znaczącą siłę, jako leki czy działanie rozrywkowe. Jeśli jednak chcemy uczciwie spojrzeć na zagadnienie narkotyki i twórczość warto zastanowić się nad tym czy Hendrix i Morrison tworzyli raczej pomimo niż dzięki swoim doznaniom w momencie, kiedy brali narkotyki.



08:27, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 lutego 2017
PROFILAKTYKA

Profilaktyka wszelkich zachowań ryzykownych w tym używania narkotyków to z kilku względów kwadratura koła. Co ciekawe sami często rzucamy sobie kłody pod nogi. Popatrzcie.

Podczas działań profilaktycznych adresowanych do młodzieży prowadzący ma dwa podstawowe cele: stworzyć, a przynajmniej zapoczątkować proces tworzenia ważnych umiejętności psychospołecznych. Komunikacji, zaspokajania potrzeb, postrzegania zdrowego systemu wartości i wiele innych. A po drugie opóźnić inicjację narkotykową, ograniczyć częstotliwość przyjmowania narkotyków oraz przekonać do mniej szkodliwego stylu korzystania z narkotyków.

To karkołomne połączenie. Jeśli zaniedbamy pierwszą sferę zwiększamy szanse, że osoba korzystająca z zajęć, jako dorosły będzie bardziej podatny na szeroko rozumiane uzależnienia, jeśli drugą w okresie dorastania mogą pojawić się na tyle poważne szkody, że negatywne mocno wpłyną na dorosłe życie.

Trudnością jest także fakt, że trudno jest znaleźć argumenty za sensownością ograniczeń używania narkotyków. Bo argument, że jest to niezdrowe nie ma szans trafienia do większości nastolatków. Już bardziej efektywna wydaje się strategia – nie pal, palacze mają gorszą cerę i śmierdzą. Skaza na wizerunku, fizycznym i społecznym jest dla nastolatka bardziej bolesna niż strata zdrowia, która wydaje się być zdecydowanie abstrakcyjna.

Niezwykle istotne w tym wszystkim jest budowanie zdrowej relacji z grupą. Relacji, która oparta jest na wiarygodności osoby prowadzącej, na autentyczności, otwartości. Stąd kwestia, która wraca do mnie.

Grupa Niezwykle Wybitnych Profilaktyków pod wodzą Znakomitego Psychologa przez bardzo wielkie „P” rozważała możliwą odpowiedź na regularnie padające z sali pytanie „Czy pani/pan ma jakieś doświadczenia z narkotykami?”. Ciężka praca sprowadzała się do szukania sposobu, żeby na tak postawione pytanie nie odpowiedzieć. A więc bardzo dokładnie uczymy się jak spowodować, że przestajemy być wiarygodni dla grupy, jak sprawić, że to, co będziemy chcieli grupie przekazać pójdzie w powietrze. Jasne, dla części osób powiedzenie „brałem, leczyłem się” jest trudne, ale jeśli nie potrafi stanąć w prawdzie, to znaczy, że nie przepracował swojego problemu i nie powinien pracować, czy to w profilaktyce czy w terapii. W taki sposób może tylko nie zrobić nic albo zaszkodzić. Trudne jest także powiedzenie „nie brałem” ale można przecież powiedzieć, czemu to co robię jest dla mnie ważne. Jeśli chcę prowadzić profilaktyki, żeby zarobić, wyłącznie lub przede wszystkim, dlatego, to tak czy inaczej efekty będą zerowe.

 

08:11, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10