RSS
sobota, 12 maja 2018
CEL JEST NICZYM

W partnerskim dodatku do Wyborczej tekst o terapeutycznym wykorzystywaniu halucynogenów. Przedruk w Wall Street Journal. Kolejne takie doniesienie na temat ich wykorzystywania. Zestawiłem sobie to z ceremoniami cambo i piciem ajahuasci.

Lekarze w sposób kontrolowany podają różne psychodeliki od LSD poprzez psylocybiny po meskalinę, najczęściej jest to psylocybiny lub LSD, ze względu na możliwość kontroli zawartości. I w różnych przypadkach od uzależnienia od alkoholu lub papierosów poprzez depresję po radzenie sobie z bólem w fazie terminalnej nowotworu wyniki są niezwykłe.

A jak się to ma do sięgania po halucynogeny podawane w sposób mniej lub bardziej pokątny w przeróżnych ceremoniach nawiązujących do miejsca z których pochodzą a więc do lasów amazońskich. Otóż nijak. W trakcie podawania terapeutycznego po pierwsze tworzone są bezpieczne warunki dla klienta, ma czasie swojej podróży przewodnika, który dyskretnie towarzyszy a w przypadku jakichś kłopotów jest w stanie udzielić pomocy.

Czymś innym jest podawanie heroiny lub równie silnie działających opioidów w celach medycznych a czym innym zwyczajne jej ćpanie. Przeróżne szamańskie ceremonie są czymś bliżej ćpania niż leczenia.

I jeszcze jedno: są elementy naszej psychiki, które można w jakiś sposób „przesunąć” podając psychodeliki, jednak wiele zmian wymaga zwyczajnej, ciężkiej pracy.

Cel jest niczym, ruch jest wszystkim.

E. Bernstein.

Nie jest ważne dokąd w końcu docieramy, ważne jest to, co nam się przydarza po drodze.

19:50, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
sobota, 05 maja 2018
PATOSTREEMING RAZ JESZCZE

Co zrobić, żeby ograniczyć szkody związane z puszczaniem patologicznych treści w Internecie? Puszczający je ludzie pozostają bezkarni. Pozostają dwa pytanie czy nie jest to, aby efekt lenistwa władz? I drugie jak skuteczne mogą być metody administracyjne?

Pamiętacie historię Gurala? To en sympatyczny młody człowiek, który publicznie w Internecie namawiał, nierzadko skutecznie, nastolatki, z tych młodszych do rozbierania się, obrażał zachowywał się wobec nich agresywnie, przemocowe. Zatrzymała go policja. I nie postawiła zarzutów. Brawo panowie policjanci, stawiający zarzuty posiadaczom pół grama marihuany. No w porównaniu z takim posiadaniem, to, co robił Gural faktycznie jest zupełnie niegroźne.

Powiem wprost, łatwiej jest takie rzeczy odpuścić, niż wchodzić w trudne śledztwo. Dlatego patostreemerzy żyją sobie spokojnie i z jednej strony żyją kosztem swoich ofiar, młodych ludzi wchodzących na ich filmy i kopiujących później zachowania i rzucających drobne grosze. I z mojego punktu widzenia takie działania nie są lepsze niż dilerka. Dzieciak płaci za coś, co go zatruwa.

I podobnie jak w przypadku dilowania profilaktyka daje znacznie lepsze efekty niż ściganie. Co może w takim razie rodzic? Sprawdzić, na co dzieciak wydaje kasę, jakie strony odwiedza w miarę potrzeby pogada z dzieciakiem. Rozmowa jest jak balsam, tyle, że często myli się rodzicom z wykładem. Nie przypadkiem w jednym z badań ankietowych rozmowa została wymieniona w pierwszej piątce najczęściej stosowanych kar.

I drugie: tak jak branie narkotyków, picie alkoholu w sposób szkodliwy czy ryzykowny jest objawem, skutkiem, tak jest także w przypadku korzystania z patologicznych treści. I działa to jak spirala. Biorę dragi, bo jest mi średnio dobrze, bo średnio dobrze czuję się ze sobą, ale to, że biorę jeszcze pogarsza mój stan. Oglądam Popka, Cypisa czy Gurala, bo mam średnio poukładane w głowie i to oglądanie jeszcze powiększa mój podczaszkowy śmietnik. Dbając o porządek w głowie dziecka, jego system wartości, zaspokojenie potrzeb sprawimy, że wejście na jakąś patologiczną stronę mu nie zagrozi.

I na koniec, jeszcze dziesięć lat temu nie było wśród dorosłych i w efekcie dzieci tak sinego parcia na ruch, zdrową rekreację. Dla części dzieci udział w imprezach sportowych stał się objawem dorosłości, czegoś, do czego się aspiruje. Może warto mieć nadzieję, że za jakiś czas młodzi będą aspirować także do wartości intelektualnych. Jeśli takie nie zgubią się (jak obawiał się Stanisław Lem) w śmietniku Internetu.

19:31, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
sobota, 28 kwietnia 2018
JAK W OŚRODKU

To jest problem wielu osób uczciwie przechodzących terapię jest fakt, że pewien istotny element życia w ośrodku niewiele odbiega od tego jak wygląda życie w wielu małych społeczności.

Kiedyś pewna doświadczona terapeutka była zaskoczona, że są osoby, które podczas terapii nie układują się. To wiele mówi o tym, jaki jest klimat w ośrodkach. Nie ma się, czemu dziwić. Przyjeżdżają tam w końcu ludzie uzależnieni i powielają swoje wzorce.

Z czasem albo się te wzorce zmienia albo tkwi w nich, nierzadko do końca. Tym, czego oczekuje się od klientów jest wychodzenie z układów, przejrzystość, otwarte komunikowanie w społeczności. Ta skądinąd dająca pozytywne efekty w zwyczajnym życiu metoda komunikowania jest promowana.

I wychodzi taki absolwent ośrodka w „zdrowe” środowisko i przekonuje się, że wielu ludzi funkcjonuje jak nowicjusze w ośrodku. I nie jest to łatwy moment, bo dopiero po dłuższym czasie strategia wyniesiona z ośrodka sprawdza się. Dla wielu osób takie zderzenie kończy się raczej większym niż mniejszym kryzysem.

 

07:45, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 kwietnia 2018
****

Zakładamy milcząco, że osobom z wykształceniem wyższym nie jest obca wiedza z zakresu WOS dla gimnazjum a w nowym układzie szkoły podstawowej. Założenie okazuje się być chybione. Osobiście podejrzewam, że wynika to z osobistych, tworzonych także w trakcie edukacji przekonań.

Pedagog szkolny wie, że narkomania to patologia, pisałem o tym wiele razy. Wie, bo o uzależnieniach uczy się na przedmiocie patologie społeczne. W związku z tym łyka rozporządzenie MEN, z którego wynika, że szkoła, jako instytucja ma obowiązek informować policję o fakcie bycia pod wpływem narkotyków. I co? I szkoła a konkretnie robiąca to osoba lamie prawo. Po pierwsze rozporządzenie zostało wydane, jako akt wykonawczy do ustawy, która już nie obowiązuje, nie ma, więc już mocy prawnej. A nawet gdyby miała to w związku z tym, że jest rozporządzeniem, a więc aktem prawnym o niższej randze niż ustawa będąc w sprzeczności z Ustawą o ochronie danych osobowych, która określa i dane na temat używania substancji i osób nieletnich, jako wrażliwe nie ma mocy prawnej. Pytanie, czemu więc policja nie ściga osób łamiących prawo, na co ma dowody? W sumie miałaby podobną wykrywalność jak w przypadku posiadania narkotyków. I osobne pytanie czemu szkoły a dokładnie pracujące w nich osoby nie znają podstawowych reguł dotyczących funkcjonowania prawa.

Nieco inaczej jest z przekazywaniem, udostępnianiem intymnych zdjęć i wykorzystywaniem ich w różnego rodzaju cyberprzemocy. Tu funkcjonariusze publiczni, którymi są zatrudnieni w szkołach nauczyciele nie spieszą się z informowaniem policji. A jest to przecież ich prawny obowiązek, nie robiąc tego łamią prawo i narażają się na odpowiedzialność karną. A co gorsze utwierdzają młodych w przekonaniu, że przemoc w Internecie „to nic takiego” a jest ona zagrażająca i dla osób jej doznających i dla sprawców.

System, prawodawstwo i niestety wiedza nie nadążają za zmieniającym się światem. Nie zauważając tego możemy zrobić swoim uczniom, podopiecznym krzywdę. No i narkotyki nie są złe, możemy z nich zrobić zły użytek. W rzeczywistości chyba każdy dorosły używa mniej lub bardziej groźnych, mniej lub bardziej nielegalnych narkotyków.

16:55, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 kwietnia 2018
MENTALNOŚĆ DILERA

Ostatnie dni to kolejne medialne odsłony znanych od dawna faktów. Dokładnie pokazanie tego jak odbierają i jak często korzystają z chorych treści w Internecie młodzi ludzie. Był patostreeming i Gural, doniesienie o modzie do przesyłaniu intymnych zdjęć i wpływie na to Seksmasterki i wczoraj Popek i Cypis.

Tym, co mnie w tym wszystkim nieco w pierwszej chwili zaburzyło to reakcje wszelkich instytucji, oraz samych zainteresowanych na oskarżenia o tym, że propagowane przez nich treści powoduje patologię. Po czasie zrozumiałem, że zwyczajnie w takim żyjemy świecie.

Metodologia jest taka: jakaś osoba, wszystko jedno, kogo weźmiemy, jako przykład produkuje treści, które w związku z tym, że są, delikatnie mówiąc kontrowersyjne, nie będę pisał o tym, co i jak śpiewają Popek i Cypis, bo, nie widzę powodu żeby, pardon, to gówno roztrząsać. Śpiewają o ćpaniu i seksie w sposób obrzydliwy, bo wiedzą, że wiele osób kliknie taką treść i raczej nie będą to studenci kierunków humanistycznych. Podobne podejście do tego na youtube i Polsat. Z punktu widzenia duża klikalność to zysk a fakt, że zdaniem prawników z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę treści te mają znamiona przestępstwa nie jest istotne, bo wielka korporacja w sądzie sobie poradzi a jak by, co właściciel i tak w dalekiej Ameryce.

Istotne jest coś innego. Mianowicie to jak Popek, Cypis otwartym tekstem wyrażają się o efektach swoich działań: ja tylko sobie śpiewam, wrzucam sobie do sieci a rodzice powinni zadbać o to, żeby dzieci nie oglądały czegoś, co im szkodzi. Dokładnie tak myśli diler. Dla niego liczy się zarobek, fakt, że w wyniku brania sprzedawanych przez niego narkotyków ktoś poniesie jakieś szkody nie jest istotne.

Idole młodych, ale i wielkie korporacje mają mentalność dilera. Ważny jest zysk, to, jakim kosztem innych ludzi to się odbędzie nie jest istotne. W takim żyjemy świecie, coraz bardziej narkomańskim.

#popek  #cypis   #youtube     #mentalnośćdilera



07:56, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 marca 2018
TO SIĘ DZIEJE

Świat, w którym żyjemy zmienia się błyskawicznie. Z jednej strony zmienia się środowisko, w którym żyjemy, otoczenie geograficzne i technologiczne. Zienia się ono w tempie niezwykłym i coraz większym. Zmienia się także to, co niesiemy w sobie, co wnosimy w życie dorastających młodych ludzi, co wnosimy my dorośli. Przez lata wpływ na młodych ludzi mieli ci dorośli, z którymi młodzi kontaktowali się: rodzice, wychowawcy, inni fizycznie poznani dorośli, postacie z mediów. Teraz jest inaczej. Jest jeden wyrazisty, ogólnopolski objaw tego trendu.

Od lat coraz głośniej powtarzają się głosy osób o konserwatywnych poglądach, najczęściej propagujących autorytarny styl wychowania, dla niepoznaki określany, jako konserwatywny i jednocześnie opowiadających się przeciwko edukacji seksualnej. Pojawia się, więc luka. Młodzi ludzie potrzebują wiedzy z tej ważne dla siebie dziedziny. Nie dostają jej najczęściej w szkole ani w domu, szukają, więc innych źródeł. I znajdują ją w łatwo dostępnym Internecie. Profesor Izdebski przytoczył historię dziewczyny, której inicjacja seksualna wyglądała jak obrazek z hard porno, to jeden z takich objawów.

Innym jest powszechnie występujące w Polsce zjawisko wysyłania nagich zdjęć. Nawet nie tyle nagich, co takich, które pokazują jak najwięcej. Dziewczynki w wieku 13 – 15 lat wysyłają swoje zdjęcia kolegom w porównywalnym wieku. Wykorzystywane w tym celu są aplikacje, Messenger, snapchat, bywa, że zwykły SMS. Zdjęcia są przez kolegów oceniane, czasem zapisywane i sprzedawane za piątkę. Te zdjęcia nie są anonimowe, bywają łączone z danymi personalnymi bądź zdjęciami twarzy dziewczyny. Popatrzmy na to dokładnie, jako na objaw.

Większość z dorosłych – rodziców, nauczycieli ma potrzebę otoczenia dzieci opieką. Do momentu, kiedy cała aktywność nastolatków miała miejsce w rzeczywistości fizycznej, mieliśmy szanse w znacznym stopniu monitorować działalność. No i dziecko, nastolatek, dorosły miał możliwość od ręki obserwować efekty. Kiedy sporo aktywności przeniosła się do sieci oba te czynniki znikają? Obserwowanie aktywności staje się znacznie trudniejsze.

W rzeczywistości w zachowaniach dzieci niewiele się zmieniło. Sto lat temu niedorostek wołał za swoją rówieśnicą „pokaż pisię” i albo dostawał to, czego chciał. To znaczy albo mógł sobie popatrzeć, albo dostawał w twarz, albo dziewczynka szybko się oddalała. Teraz dziewczynka pod wpływem mniejszej lub większej perswazji pokazuje to, o co prosi kolega. Tyle, że sto lat temu kończyło się, co najwyżej opowieściami za śmietnikiem, teraz powoduje, że zdjęcie może krążyć w sieci. Bywa sprzedawane, może pojawić się gdziekolwiek poza wolą osoby, którą przedstawia.

Gdzie jest jedno ze źródeł całej akcji? Jest nim „edukatorka seksualna” określająca siebie, jako seksmasterka. Pokazuje to i owo, opowiada w sposób maksymalnie uproszczony, trywialny o kwestiach związanych z seksem. W jednym z teledysków, bo usiłuje swoje jęki przedstawiać, jako muzykę, zachęca do wysyłania nagich zdjęć. Czemu cala ta strona ma rację bytu? Bo przynosi autorce zyski, lokowane są produkty, spora oglądalność niesie ze sobą możliwość sprzedawania reklam.

Osobnym pytaniem jest czy paniusia ma świadomość tego akie są możliwe efekty dla odbiorców? Na poziomie prawnym osoby przechowujące i wysyłające zdjęcia w ramach sens nude mogą odpowiadać za pozsiadanie i propagowanie pornografii dziecięcej. Ale ważniejsze jest to, co zmienia się w Glowach. Obie strony tracą coś absolutnie bezcennego.

Lata temu zadałem pytanie grupie młodych dorosłych z jednego z zespołów szkolnych w Grodzisku Mazowieckim. Zapytałem, po co uprawiają seks? Po to, żeby okazywać i odczuwać bliskość – usłyszałem. Ucząc się seksu od seksmasterki, czy z innych form pornografii ten element tracimy. Można też z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że dalsze przesyłanie takich zdęć i wymuszanie lub zachęcanie do ich wysyłania to forma cyberprzemocy.

Może wydawać się, że sens nude jest objawem dramatycznej zmiany systemu wartości, tak myślałem zaczynając pisać to, co piszę. Jednak czy koncerny tytoniowe przejmowały się stanem zdrowia konsumentów swoich artykułów? To, co rzeczywiście ma aktualnie miejsce to rosnąca alienacja, ale obu stron procesu wychowania. Także coraz większa dostępność kontaktu w rzeczywistości wirtualnej. Warto także zauważyć, że okres adolescencji to czas, kiedy system wartości najczęściej jest jeszcze chwiejny i miewa sporo niedoskonałości a dzieciaki w tym wieku są ofiarami przesyłania nagich zdjęć.

I wróćmy jeszcze raz do sedna problemu. Dzieciaki uczestniczące w tym zjawisku na lata, być może na zawsze będą miały zaburzone możliwości budowania relacji z innymi na poziomie odczuwania bliskości, tworzenia związków. Także pozorni beneficjenci, a więc panowie otrzymujący, kolekcjonujący a tym bardziej sprzedający te zdjęcia.

Przeraża fakt świadomości rodziców istnienia zjawiska i braku reakcji. Pojawia się argument „bo nie chciałem, żeby komuś coś się stało”. Podobnie można popatrzeć na nastolatka bawiącego się nożem czy maczetą w towarzystwie rówieśników. Czy wtedy też będziemy mieli wątpliwości? Czy jak zobaczymy chłopaka z maczetą biegnącego za swoją córką także nie zareagujemy, bo może mu to zaszkodzić? Często smartfonem można zrobić nie mniejszą krzywdę niż maczetą.

Przeraża także brak wyobraźni młodych ludzi. Nie widzą niczego złego w przesyłaniu nagich zdjęć. Nie wyobrażają sobie, że zdjęcie wysłane chłopakowi, kiedy ten stanie się byłym chłopakiem mogą być i bywają narzędziem szantażu, przemocy. Że teraz lub za jakiś czas można je sprzedawać, także komuś obcemu. I tak bywa, że efektem wysyłania nagich zdjęć jest później cyberprzemoc, stanie się elementem pornografii dziecięcej. I zagraża to nie tylko dziewczynom, ale i chłopakom, których udział w tym procederze zmienia i to nie na lepsze.

Na koniec – cała ta sytuacja ma ogromny zasięg, dotyczy setek szkół i tysięcy dzieciaków. Internet jest wszędzie. Co możemy? Możemy wreszcie przestać patrzeć jak pod wpływem garstki konserwatystów, którym edukacja seksualna kojarzy się z wibratorem i prezerwatywami, a seks z grzechem, znaczna większość skazuje nastolatki na edukację seksualną prowadzoną przez „światłe” osoby i przez twardą pornografię. Możemy także rozmawiać z naszymi dzieciakami.

I jeszcze jedno pytanie: ja dbam o swoje dziecko, rozmawiam z nim ono wie o seksie, życiu, wartościach. Co mnie to obchodzi? Obchodzi, bo dotyczy innych jego, czy jej rówieśników. Tego, jacy oni będą, jak będą traktowali osoby innej i tej samej płci.

21:30, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
TESTY RAZ JESZCZE

Testy ciągle wracają. Popatrzmy na nie wszerszym kontekście.

Zacznijmy od końca: szkoła w jakiś cudowny sposób weszła w posiadanie wyniku testu na obecność THC w organizmie i wynik ten jest pozytywny. Co z wzmiankowanego testu wynika? Że uczeń względnie uczennica przynajmniej raz przyjęła w jakiś sposób marihuanę. I co z tego wynika? Uczeń (uproszczę) miał, miewa kontakty z marihuaną. Nie jest to złamanie prawa, więc nie bardzo jest tu miejsce dla informowania policji. Owszem istnieje rozporządzenia Ministra Edukacji, które nakłada taki obowiązek na szkołę. Jest ono jednak aktem wykonawczym do ustawy, która już nie obowiązuje, nie może, więc mieć mocy prawnej. Ma za to moc prawną Ustawa o ochronie danych osobowych, która wszelkie dane na temat stosowania używek oraz te dotyczące danych osób niepełnoletnich określa, jako dane wrażliwe. Rozsądny rodzic w takiej sytuacji powinien, wspierając się jakąś organizacją zajmującą się pomocą prawną wytoczyć sprawę dyrektorowi szkoły oraz organowi prowadzącemu.

Co wynika z pozytywnego wyniku na obecność THC dla szkoły? Ano, jeśli uczeń ma kontakt z narkotykiem to warto, żeby i on i jego rodzice znaleźli chwilę czasu na wizytę w poradni, żeby sprawdzić czy nie jest to jakiś stopień uzależnienia, albo czy sytuacja rodzinna jest zdrowa i poradnia powinna (warto taki warunek zawrzeć w kontrakcie) udzielić szkole informacji zwrotnej. Dopiero w przypadku braku reakcji ze strony szkoły sensownym było by sięganie po sąd rodzinny.

Warto także zauważyć, że dobrze, że dziecko sięga po starą znaną marihuanę, która wychodzi w testach a nie po znacznie bardziej zagrażające nowe narkotyki.

Krok wstecz, ile jest warty test zrobiony w szkole? Z punktu widzenia prawa nic. Szkoła nie jest instytucją uprawnioną do wykonywania takich testów. Badania medyczne mogą wykonywać analitycy medyczni. Jedynie test wykonany przez laboratorium z uprawnieniami ma jakąkolwiek wartość z punktu widzenia prawa. Tak by przynajmniej było gdyby sądy zajmowały się wprowadzaniem prawa w życie.

A jeśli pracownik szkoły pobiera od ucznia analit i zawozi go do laboratorium? Pytanie pierwsze czy ma na taką procedurę pisemną zgodę rodziców. Nie chodzi tu o ogólną zgodę na przeprowadzanie badań podpisane razem ze statutem a o zgodę na tę jednorazową procedurę. Jeśli nie, szkoła działa bezprawnie. Dalej, w jaki sposób pobierany i przechowywany jest analit? Czy uczeń i rodzic mogą mieć pewność, że ślady narkotyku nie znalazły się za sprawą pracownika szkoły? Jak widać pojawia się tu wiele wątpliwości?

Dalej popatrzmy, jaki jest sens robienia takich testów? Z całą pewnością służy to przekonaniu uczniów do sięgania po groźniejsze, bardziej szkodliwe narkotyki, które jednak nie są wykrywane w popularnych testach. Panie dyrektorze, pani dyrektor, pani pedagog, panie pedagogu:, jeśli chcecie, żeby wasi uczniowie sięgali po bardziej niebezpieczne narkotyki, częściej umierali, zapadali na psychozy, nerwice, wiele innych zaburzeń neurologicznych róbcie w szkole testy.

Robiąc testy zaburzacie swoje relacje z uczniami, nierzadko odbywa się to w sposób uderzający w podmiotowość uczniów choćby, dlatego, że badany jest mocz a jego pobieranie, żeby badanie miało sens musi odbywać się w obecności dorosłych. Dajecie im jasno do zrozumienia, że nie macie do swoich uczniów zaufania. A wiedza zdobyta w ten sposób nijak nie zostanie później wykorzystana, bo zaburzona relacja sprawi, że dzieciak i jego rodzina nie będą gotowi skorzystać z pomocy oferowanej przez szkołę.

Przeprowadzanie badań przez pracownika szkoły najczęściej wiąże się z łamaniem przez tę szkołę prawa. Informowanie o tym policji zawsze. Jak więc wiąże się to z przesyłaniem nagich zdjęć? Szkoła uczy uczniów w ten i wiele innych sposobów, że można łamać prawo, że silniejszy jest w stanie zawsze prawo łamać bezkarnie. Bardzo tego rodzaju działania są jasnym wyrazem przemocy szkoły, jako instytucji wobec ucznia, także indywidualnych pracowników szkoły. Dalej testowanie uczniów nijak nie zmieni częstotliwości sięgania po narkotyki, a jeśli tak to może ją zwiększyć, takie są wyniki badań jednego z amerykańskich uniwersytetów. Wiem, że płk dr hab. Jędrzejko Mariusz jest innego zdania, ale to tylko potwierdza wyniki badań z USA. Testując uczniów podnosimy, więc skalę patologii w szkole a więc także skalę zachowań takich jak send nude.

czwartek, 15 marca 2018
ANALOGI

Po dłuższym czasie zrozumiałem, co mnie niepokoi w związku z lekami psychoaktywnymi. Wszystko z okazji już raz pojawiającej się tu reklamy syropu.

Leci ta reklama, co jakiś czas. Dzieciaczek mówi dzień bez kaszlu, noc przespana… Czy dobrym pomysłem jest, że w aptece można spokojnie kupić sobie leki oparte na syntetycznych opioidach czy pochodnych amfetaminy? Trochę tak, trochę nie. Tak, bo lepiej, żeby osoba dorosła z problemem, albo i bez niego kupowała czyste leki zamiast tego, co mamy na ulicy. A czemu nie?

Mamy świetne prawo. Farmaceuta ma obowiązek informować kupującego o tym, że lek zawiera substancje uzależniające, także sprawdzić czy osoba dokonująca zakupu jest pełnoletnia. Jeśli jest tak dobrze, to, czemu jest tak źle?

Jest taka urocza maksyma „Dura lex, sed lex” W przypadku tego prawa lepiej by było powiedzieć Dupa lex, sed lex”. Bo prawo niby istnieje, że jedynie na papierze. Podejrzewam, że większość farmaceutów nie ma świadomości ich istnienia. A ci, którzy to świetnie wiedzą i tak są przekonani o swojej bezkarności. Bo nawet, jeśli ktoś zostanie przyłapany na sprzedaży tego czy innego leku dzieciakowi czy dla dziecka i tak nie jest zagrożony żadną karą.

Niby trudno się dziwić, że sprzedawca nie robi żadnych trudności w sprzedawaniu leków. Z tego przecież żyje. Wielu z nich nie ma także świadomości tego, jakim zagrożeniem dla bardzo młodych ludzi mogą być podawane bez refleksji opioidy. Jeśli powiedzieć aptekarzowi, że przecież ten składnik jest analogiem heroiny spotyka się gwałtowny protest, bo to jest lek, a tamto narkotyk.

Czy więc nie warto nałożyć na producenta obowiązku informowania: ten lek zawiera syntetyczny opioid słabszy analog heroiny. Ciekawe jak zmieniłaby się sprzedaż syropu, gdyby po zachęcającej informacji dziecięcy głosik dopowiadałby ten tekst.



15:00, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
sobota, 10 marca 2018
ZNOWU TA MARIHUANA

Wczoraj kolejny raz usłyszałem opinie młodych ludzi, które mnie dramatycznie złoszczą. Złoszczą, bo wiem, że powtarzają opinie dorosłych. A te właśnie opinie nijak się mają do faktów. Idzie o marihuanę.

Trzy zdania:

Palenie marihuany nie powoduje szkód.

Palenie marihuany nie wiąże się z ryzykiem.

Marihuana nie uzależnia.

I do kompletu czwarte, z powodu palenia papierosów umierają tysiące osób a z powodu palenia marihuany nikt nie umarł, bo nie można jej przedawkować.

Zacznijmy od bonusu. No tak, marihuany nie można przedawkować. Ale jeśli za kryterium przyczyn śmierci uznać przedawkowanie to z powodu palenia tytoniu też nikt nie umarł, bo nie można go przedawkować. W przypadku palenia tytoniu szkody zdrowotne szacuje się porównując stan zdrowia wielkich populacji, których jedynym czynnikiem różnicującym jest palenie. Przez lata można zobaczyć ile osób choruje, umiera i tak dalej. W przypadku marihuany istnieją pewne trudności. Otóż efekty działania mogą być odroczone i wpływa na innych ludzi. Popatrzmy na przykład wypadku z Kobyłki. Kierowca zabił trzy osoby, w organizmie znaleziono ślady THC, jednak uznano, że nie był on pod wpływem narkotyku. Zwyczajnie był durniem, który na pełnym gazie w terenie zabudowanym przejechał przez pasy. Pytanie czy tego rodzaju zachowania nie są częstsze u regularnych palaczy marihuany? Nie wiem, podejrzewam, że nikt tego nie sprawdził, a przecież rzutuje to na większość populacji. I daje kolejne zgony związane z paleniem marihuany. Brak jest także dokładnych podłużnych badań na temat śmiertelności palaczy marihuany.

I opędźmy od razu bzdurę numer jeden. W związku z tym, że nie ma podłużnych długoterminowych badań możemy spekulować i opierać się na mniej pewnych badaniach mechanizmów oddziaływania na organizm. A te są jednoznaczne szkody muszą się pojawiać. Bogiem a prawdą podobnie jest z jedzeniem tłustej kiełbasy.

Bzdura druga – palenie marihuany nie wiąże się z żadnym ryzykiem. Tak, jasne, bo przecież nie po to pali się marihuanę, żeby inaczej się czuć, myśleć. Jeśli inaczej myślę, zachowuję się to raczej moje wybory, zachowania będą mniej racjonalne a więc i mniej bezpieczne. Tak samo jest po wypiciu alkoholu.

I bzdura trzecia marihuana nie uzależnia. No owszem, bywają ludzie uzależnieni od marihuany, mają wiele objawów, do wypadania z ról społecznych włącznie. Tyle, że w związku z powtarzanym banałem, że przecież nie uzależnia (powtarzającym to palaczom proponuję poczytać o mechanizmach obronnych), trudno pracuje się z uzależnionymi od niej, bo wypierają związek swoich życiowych trudności z narkotykiem.

Jeśli ktoś nie ma świadomości różnego rodzaju zagrożeń, nie jest w stanie niczego zrobić, żeby te zagrożenia zminimalizować. Powtarzając je szkodzimy młodym ludziom.

A i jeszcze – porównywanie szkód czy zagrożeń z tymi związanymi z alkoholem to zwyczajne, proste racjonalizowanie.



10:11, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 06 marca 2018
NASTAWIENIE

Przy okazji porannego słuchania radia naszła mnie refleksja: jak wiele zależy od naszego nastawienia. Tak jest także z narkotykami. Czym jest dla nas narkotyk a czym lek?

Wiadomości: w Londynie w stanie krytycznym znaleziono ujawnionego szpiega z Rosji. Precyzyjnie rzecz ujmując mieszkaniec Rosji szpiegujący na rzecz innego kraju, przekazany do Wielkiej Brytanii w ramach wymiany szpiegów. Najprawdopodobniej został on otruty fentanylem. Tu pojawia się informacja, że fentanyl to syntetyczny opioid wielokrotnie silniejszy od heroiny. A wiadomo, heroina to czyste zło. Taki jest kontekst, nie komentarz.

Kończą się wiadomości, lecą reklamy. Między innymi syropku Dexapico. Dziecko jest zachwycone, że mama dała syropek i jest generalnie super. I tu brak jednej informacji – składnikiem czynnym tego syropku jest dekstrometorfan, syntetyczny opioid. Owszem znacznie słabszy od heroiny. Co nie zmienia faktu, że sporo osób się od niego uzależnia, bierze w celach rozrywkowo – rekreacyjnych, zdarzają się także przypadki przedawkowania, bywa, że ze skutkiem śmiertelnym. Ale tego, że składnikiem leku jest właśnie opioid w reklamie ani słowa. Nie informuje o tym także farmaceuta w aptece, ma taki moralny i prawny obowiązek.

Czemu opioid, jako lek, brany bez wskazania przez lekarza jest dobry a jako lek już nie? Nie wiem, ale jest to wyraźnie widoczne. To jeden z objawów narkofobii.



15:55, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13