RSS
niedziela, 19 sierpnia 2018
LEGALIZACJA

Wraca do mnie temat nowych narkotyków. Tego jak wiele osób z ich powodu umiera i tego, co dalej.

Zacznijmy od początku, lat temu wiele rozpoczęto ściganie za posiadanie narkotyków. Miło to być panaceum w walce z handlarzami. I jest to panaceum, ale nie w walce a w poprawianiu policyjnych statystyk. Narkotyków jest coraz więcej, tak w masie jak i w asortymencie.

I jakkolwiek można było powiedzieć, że nikt nie mógł przewidzieć, jakie będą skutki penalizacji posiadania to po dwóch falach zgonów fundujemy sobie trzecią a zapewne także kolejne. I czym to się skończy?

Pełną legalizacją narkotyków w perspektywie dwóch dekad. Bo otworzenie furtki dla nowych narkotyków spowodowało, że nawet kupując w miarę bezpieczną marihuanę w rzeczywistości nie wiemy, co kupujemy. I o ile dwadzieścia lat temu mogliśmy spowodować, że rynek będzie się wolniej zapełniał, to teraz mając tysiące substancji tańszych i syntetycznych bez kontroli rynku nie uda się doprowadzić do sytuacji, w której kupowane substancje będą mniej niebezpieczne.

To, jakiej jakości są sprzedawane na czarnym rynku substancje to problem od dawna. Tyle, że teraz standardem jest „marihuana” w całości syntetyczna. I o ile domieszkowanie narkotyków w celu ich rozmnożenia mogło powodować niewielkie zagrożenie dla zdrowia to w tej chwili same substancje są niebezpieczne.

A osobom, które są zdania, że istnieje możliwość pozbycia się problemu w ten sposób, że jakoś doprowadzimy do sytuacji, w której nit nie będzie używał substancji proponuję przyjrzeć się historii ludzkości, ale i temu jak naturalne narkotyki przyjmują zwierzęta. To nie jest tak, że ludzie biorą, bo są narkotyki. Narkotyki istnieją, bo ludzie chcą brać.

Co wydaje się być może absurdem, penalizacja posiadania w konsekwencji doprowadzi do legalizacji narkotyków. Pytanie ile osób musi umrzeć, żeby politycy zaczęli używać mózgu zgodnie z przeznaczeniem i połączyli skutki i przyczyny.

11:01, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 sierpnia 2018
NARKOFOBIA ZABIJA

To, o czym napiszę powraca jak bumerang, czy jak jo jo napędzane zmagazynowaną energią kinetyczną. To kwestia jak, najczęściej nieświadomie fałszowany jest obraz osoby uzależnionej i konsument substancji psychoaktywnych.

Kilka uwag na początek.

Nie każdy użytkownik substancji jest uzależniony. Zdecydowana większość uzależniona nie jest. Stawianie na jednym poziomie osoby ciężko chorej, której rokowania nie są najlepsze – kogoś uzależnionego na jednym poziomie z kimś, kto od czasu do czasu zapali coś czy wypije mocną kawę wydaje się być absurdem.

Liczba osób, które nie mają kontaktu z substancjami psychoaktywnymi, przynajmniej w kategorii wiekowej 16+ mieści się w okolicach błędu statystycznego. Substancje to przecież także alkohol, nikotyna czy nawet kofeina. Nie wspominając o lekach, roślinach o wielu możliwych własnościach i zastosowaniach. W takim razie dziennikarz prawicowego portalu pisząc o okresowych i regularnych użytkownikach substancji psychoaktywnych miał na myśli także siebie, pijącego mocną kawę, żeby dodać sobie energii do pisania, (co można uznać za objaw uzależnienia).

I jeszcze odrzucanie faktu, że uzależnienie to choroba, powtarzanie: nie muszą brać. Wyobraźmy sobie dziennikarza piszącego o chorych na nowotwory „onkuś”. A przecież zachorowanie na nowotwór, miażdżycę czy zawał w większym stopniu niż uzależnienie. Czynniki ryzyka wystąpienia uzależnienia prawie w całości leżą w rodzinie, a na to, w jakiej rodzinie dziecko się urodziło nie ma specjalnie wpływu. W przypadku chorób onkologicznych, czy chorób układu krwionośnego wynikają one, poza genetyką, także a właściwie przede wszystkim z tego jak żyjemy. Jak się odżywiamy, czy pijemy alkohol, palimy papierosy. Przed oczami mam scenę z jakiegoś szkolenia. Po kawałku na temat terapii wstał zażywny jegomość i stwierdził:

- Ja sobie nie życzę żeby z moich pieniędzy leczono osoby, które miały ochotę n zabawę z narkotykami.

Spojrzałem na pana.

- Ma pan nadwagę?

- Tak.

- I cholesterol wysoki?

- No tak.

- Miało się ochotę na kiełbaskę i karkóweczkę, piwkiem się popijało, papieroski się pali i sporo kawki pije. Czy dlatego, że szanowny pan miał ochotę na takie przyjemności z moich podatków mają iść pieniądze na leczenie szanownego pana?

To jak mówi się o używaniu substancji, o uzależnieniu wpływa także na skuteczność terapii i profilaktyki. Osoby zawodowo pracujące z młodzieżą mają na ten temat wiedzę pomiędzy żenującą a beznadziejną. Pamiętam panią pedagog mówiąc o „suchym ćpaniu” (fajne pojęcie terapeutów – dinozaurów) a niemającej pojęcia, że uzależnienie wiąże się z samooceną i systemem wartości. To wieczne odklepywanie, że narkomanem jest się do końca życia (WHO ma na ten temat inne zdanie) potwierdzane opowieściami o ogórkach (serio, taki tekst usłyszałem w Studium Terapii Uzależnień).

W mediach w dyskursie publicznym przeważa szalenie negatywny obraz i użytkowników i uzależnionych. Uniemożliwia to sensowne zmiany polityki narkotykowej i w efekcie powoduje, na przykład, pojawianie się nowych narkotyków i fale zgonów, takie jak ta, którą teraz obserwujemy. A osoby za nie odpowiedzialne, takie jak minister Ziobro, prawicowi dziennikarze, ale i lekarz wypowiadający się dla Wyborczej na temat osób pod wpływem per „ćpuny”, że o herosie nałki pułkowniku doktorze Jędrzejko Mariuszu nie wspomnę z dumą mówią o swojej walce z narkotykami.

Powtarzane publicznie słowo ćpun zabija.

18:33, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
sobota, 21 lipca 2018
NIE NA TEMAT

Jedno z pytań, które wracają, tak właściwie to dwa pytania w jednym: po co piszę tego bloga i skąd biorą się wpisy?

A więc, po co ta cała pisanina? W sumie 127 wpisów, najstarszy z grudnia 2010, ten jest sto dwudziesty ósmy. Sporo. Otóż mam pełne przekonanie, że wiedza na temat uzależnień jest dramatycznie słaba. I to tyczy się niestety także tak zwanych profesjonalistów. I jeśli choćby jedna osoba przeczytała, zastanowiła się i w jakiś sposób zmieniła swój punkt widzenia czy zwyczajnie przyjęła do wiadomości, że jest jak jest to już dl mnie wystarczy. Ostatnio miałem zwrot, że jedna osoba dowiedziała się czegoś. No i ważną dla mnie formą docenienia mojej pisaniny przez osoby prowadzące stronę narkomania.org.pl. Lata temu moja szefowa zapytała mnie czy widzę sens prowadzenia zajęć, jak raz szedłem na tak zwaną wywiadówkę profilaktyczną. Odpowiedziałem, że nawet, jeśli jedna osoba coś z tego spotkani wyniesie to i tak warto. I dokładnie tak mam z blogiem, czy blogami.

A skąd się biorą wpisy? To jasne w jakimś stopniu z osobistych doświadczeń. To znaczy widzę, słyszę czy jakoś inaczej spotykam się z jakąś bzdurą i tak się zaczyna. Ktoś tam nie wie jak ma się sprawa z nawrotami, fentanylem, czy wysyłaniem nagich zdjęć przez nastolatki. Nie dostaję nagich zdjęć (także ich nie wysyłam, choćby, dlatego, że nie jestem nastolatką), nie mam nawrotów i nie biorę fentanylu. Mam strony, na które lubię zaglądać i są one dla mnie źródłem częstej inspiracji, jest pewien pułkownik doktor, znakomite są wypowiedzi działaczy antynarkotykowych.

Jasne, często wiąże się to z poczuciem bezradności, bo tak jak dwadzieścia lat temu krzyczałem, że stanowienie prawa będzie skutkowało pojawieniem się nowych narkotyków, tadam i są. Dziesięć lat temu powtarzałem: żyjemy w świecie narkomańskim, sprzyjającym uzależnieniom. I wszystkie wskaźniki rosną. Piszę o zjawiskach niepokojących i nic.

Ale czasem, niezbyt często, ale jednak, ktoś bierze sobie to czy tamto do serca i podejmuje działania.

08:36, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 lipca 2018
FENTANYL

Pojawienie się na rynku fentanylu jest świetną okazją do pokazania dwóch ważnych rzeczy: czym różnią się dopalacze od leków i starych narkotyków oraz środowisko starych narkomanów od tych współczesnych.

Przypomnijmy: fentanyl to syntetyczny opioid. W Stanach Zjednoczonych z jego popularności wynika ogromna liczb zgonów i osób uzależnionych. Jest kilkadziesiąt razy silniejszy niż heroina. Tym niemniej od wielu lat jest stosowany, jako silny lek przeciwbólowy. I siłą rzeczy bywał dostępny także na czarnym rynku. Czemu w takim razie do tej pory ani u nas, ani za oceanem nie powodował tak wielkich szkód?

Stary narkoman, nawet ten z przełomu wieków wiedział. Może nie byłą to wiedza specjalnie głęboka i poparta lekturami, ale w środowisku chodziły informacje ile, czego i ewentualnie, z czym, żeby efekt był większy. No i każdy wiedział, że jest to fentanyl, bo było czy to na fiolce czy na listku napisane. Ludzie niewiedzący pytali ile można wziąć. Teraz często młodzi ludzie kompletnie bez refleksji sięgają po lek, a informacje z Internetu często są delikatnie mówiąc mało precyzyjne.

I jeszcze. Na opakowaniu było jasno określone ile tego fentanylu jest. W nielegalu pełna dowolność.

No i element drugi. Starzy narkomani, vs nowi. W dawnych czasach, kiedy na rynku było trochę (w sensie gatunków) narkotyków plus to, co w lesie, na łące czy budowie oraz leki narkoman wiedział, jakie leki mieszać, co wzmacnia działanie opiatów a co amfetaminy. Wiedział, co gdzie rośnie i czego unikać. Wiedz ta przekazywana była z pokolenia na pokolenie a odporni na nią umierali. Także ci, których organizmy nie były dostatecznie mocne. Ale taka eliminacja mocno ograniczała powielanie niesprawdzonych informacji. Jak komuś się wydawało, że wie, ale w rzeczywistości ulegał pozorom, zwyczajnie odchodził na zasłużony odpoczynek i jego opinia nie znajdowała nośnika. Teraz takim nośnikiem miejskich legend jest Internet. Konsumenci nowych narkotyków z jednej strony są bezrefleksyjni czy mocniej: bezmyślni. Biorą, co pod rękę się nawinie, bywa, że nie wiedząc nawet, co to jest. Z drugiej nie mają dostępu do informacji o negatywnych skutkach działania danej substancji, co jest problemem nie, dlatego, że nie rezygnują z niej, ale dlatego, że nie są w stanie tym negatywny, skutkom zapobiegać.

Dlatego, z tych dwóch powodów, dawno, dawno temu fentanyl był używany a dopiero teraz zbiera spore żniwo w USA dziś, a w Polsce będzie zbierał jutro.

15:10, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 lipca 2018
NAWROTY RAZ JESZCZE

Miały być z tego dwa wpisy, ale po refleksji wyszło mi, że te dwie kwestie się łączą w rzeczywistości wynikają z siebie nawzajem. Oprę się najpierw na osobistym doświadczeniu, później postaram się o bardziej generalne wnioski. Nie żebym wierzył w to, że jakoś wpłynie to na pracę z uzależnionymi. Raczej, żebym za jakiś czas mógł powiedzieć „a nie mówiłem”.

Nie piję codziennie kawy, trzy, cztery dni pod rząd to maksimum. Zwyczajnie nie chcę się od niej fizycznie uzależnić. Kiedy regularnie, codziennie pozawalam sobie na trzy, cztery kawki, niekoniecznie specjalnie mocne i po jakimś czasie, kilku tygodniach jakoś tak wychodzi, że rzeczonej kawy nie wypiję czuję dość mocny, migrenowy ból głowy. I tu pojawia się pytanie: i co z tego? Czemu mi to przeszkadza?

Z jednej strony jest to pozorny problem. Czuję ból głowy, piję kawę, ból znika, i po sprawie. Ewentualnie biorę coś przeciwbólowego, czekam chwilę aż ból minie i tyle. Tym, co mi w tej sytuacji przeszkadza to uczucie zależności. Nie chcę być zależny, nawet od takiego bzdetu jak kawa. Odczuwam niechęć na samą myśl, że będę jakoś uzależniony, choćby było to tak mało dotkliwe.

I tu pojawia się wątek drugi:, czemu akurat ja, choć nie tylko ja, mam tak dziwnie, że przez prawie szesnaście lat nie tylko nie złamałem abstynencji, nawet będąc w sytuacji, którą określa się, jako kontakt z wyzwalaczem, nie miałem ochoty na narkotyki, nie śniło mi się, że biorę. A przecież przez jakiś czas pracowałem w miejscu, w którym latami kupowałem towar, mijałem dilerów, zdarzało się, że na klatce schodowej czułem zapach palonej heroiny.

A przecież jest to jeden z klasycznych obrazków, jakie pokazuje się mówiąc o narkomanii: impuls a później niemożliwe do zatrzymania zachowanie. Czemu akurat ja, ale i osoby, które leczyły się razem ze mną nie mają takich objawów?

Może warto spojrzeć na styl pracy terapeutycznej. W czasie terapii zupełnie nie pracowano nad braniem narkotyków, unikaniem miejsc z nimi związanych, sytuacji, wyzwalaczy. To znaczy, podczas terapii stworzono miejsce wolne od nich, eliminowano muzykę, która się kojarzy, symbole, także rozmowy na ten temat. W czasie, kiedy byłem podatny na tego rodzaju bodźce usunięto je z mojego otoczenia. Ale przede wszystkim praca terapeutyczna była skupiona na eliminacji przyczyn, takich zmianach we mnie, żeby usunąć powody, które spowodowały, że narkotyki były dla mnie atrakcyjne. Wdrukowano mi także przekonanie, że poradzę sobie na zewnątrz, w zwyczajnym życiu.

Taka technika jest niemożliwa do zastosowania w przypadku terapii osób uzależnionych od alkoholu. Zbyt szybko muszą mierzyć się z kontaktem z wyzwalaczami. W efekcie ogromny nacisk jest kładziony na ich unikanie, na lęk, na uciekanie. Trudno jest później to zmodyfikować, trudno w rzeczywistości się od tego uwolnić. I przeświadczenie o nieuchronności nawrotów, silnych impulsów, przed którymi nie da się uchronić powoduje, że chęć na branie pojawia się i tak trudno przed nią się obronić. Nawet, jeśli po pierwszym okresie pracuje się nad przyczynami takie przekonanie pozostaje na lata.

A generalia? Terapia stacjonarna wymaga od osoby leczącej się z uzależnienia najmniejszego wysiłku. To wydaje się w pierwszej chwili absurdem, ale nie jest to wyłącznie moje zdanie. Bez sensu jest kopiować elementy terapii ambulatoryjnej, jakimi jest uniknie wyzwalaczy, w terapii stacjonarnej. Nawroty są nie tyle wynikiem uzależnienia a stylu pracy z uzależnionymi. Z tego, że narkoman czy alkoholik słyszą "jesteś i zawsze będziesz uzależniony a to znaczy, że będziesz miał nawroty. I to jest fakt, nad którym warto się zastanowić.

Ale nie mam nadziei na to, że taka myśl przebije się do szerszego dyskursu.

08:59, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 czerwca 2018
NAWROTY

Będzie zwięźle o tym, czym jest nawrót u opiatowca. Na trzech podstawowych poziomach. Popatrzmy.

I żeby dojaśnić: piszę to z punktu widzenia pomagacza, po wielekroć wspierałem swoich klientów w tych trudnych chwilch.

Nawrót choroby, jakim jest uzależnienie w takim najbardziej podstawowym, obrazie jest momentem, w którym osoba uzależniona sięga po narkotyk. I tu pojawi się kilka uwag. Opiaty nie są narkotykami, które da się używać rekreacyjnie. Nie ma opcji, żeby przez dłuższy czas narkoman ograniczał się do używania przy okazji imprez czy w weekendy. Po dwóch tygodniach, może miesiącu przyjmowanie narkotyku jest na tyle regularne, że muszą pojawiać się objawy abstynencyjne. Owszem są osoby, dla którym gratyfikacja związana z heroiną nie jest atrakcją. Ale ci nie uzależnią się od niej.

W takiej sytuacji błyskawicznie uruchamiają się mechanizmy obronne i sztuka mimikry. Jednym z zachowań typowych dla uzależnienia jest ukrywanie własnego problemu. Uzależniony będzie przychodził do pracy regularnie ogolony w wyprasowanej koszuli. Zrobi wszystko, żeby inni nie pomyśleli, że może brać narkotyki.

No i nawrotowcy znacznie szybciej wypadaj z ról społecznych i często w pierwszych tygodniach nawrotu umierają.

Ale nawrót to także sytuacja, w której pojawiają się głody. Nie fizyczne objawy, a silny brak czegoś, poczucie głębokiego dyskomfortu. Stan, w którym boli dusza. I jest to groźne, bo nawet, jeśli nie doprowadzi do złamania abstynencji, potrafi nieźle zepsuć życie.

I trzeci kontekst związany z nawrotem to kij. Po wielekroć i ciągle, kiedy gdzieś w mojej okolicy pojawi się ktoś, kto nie bardzo jest w stanie podjąć dyskusję na poziomie merytoryki znajduje kij w postaci faktu, że jestem narkomanem (z punktu widzenie definicji WHO nie jestem) i być może właśnie złamałem abstynencję. A poza tym wiadomo każdy narkoman to złodziej, patol i generalnie czyste zło.

Nauczyłem się, że takie zachowania mają miejsce, że niewiele z prawnego punktu widzenia mogę zrobić. Zwyczajnie wiem, że jest to głębokie, pardon, kurestwo. I najczęściej takie działania podejmuj osoby „zdrowe”. Bo dla neofity kurestwo jest trucizną.

16:15, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 11 czerwca 2018
LEGALIZOWAĆ?

W Kandzie coraz bliższe staje się pełne zalegalizowanie rekreacyjnej marihuany. Wspaniale, ale jak to się ma do podobnych decyzji w Polsce?

Ślepe przenoszenie pewnych działań na nasze podwórko, choć kusi raczej nie jest dobrym pomysłem. Jasne, są już stany w USA, w których marihuana jest legalna i za kilka lat dowiemy się więcej o tym, jakie są sutki społeczne i zdrowotne takich działań. Na ten moment wiemy niewiele.

Głosy o poważnych wpływach do budżetu raczej między bajki włożę. Podobnie jak z alkoholem, wpływy z opłat, czyli zapewne akcyzy powinny pójść na przeciwdziałanie negatywnym sutkom palenia marihuany. Tak palenie marihuany powoduje negatywne skutki. Kiedy stanie się ona legalna i co za tym idzie łatwiej dostępna będą one większe niż aktualne.

Ale coś innego jest dla mnie podstawowym powodem, dla którego delikatnie mam wątpliwość, co do sensowności pełnej legalizacji marihuany w Polsce teraz. Jest to różnica pomiędzy kulturą w Polsce i Kanadzie. Różnica pomiędzy stosunkiem do prawa, zasad, dobra wspólnego. Także społeczna gotowość do tak daleko idących zmian.

Bo o ile w wielu krajach nie jest możliwe sprzedanie nieletniemu alkoholu, czy papierosów na sztuki, to u nas nie m z tym najmniejszego problemu. U nas ciągle jeszcze wolność gospodarcza jest wyżej stawiana nad zdrowie publiczne a przeróżne potencjalne ograniczenia, na przykład w handlu alkoholem powoduje dużo i negatywnych emocji.

Teraz jest czas na walkę o depenalizację posiadania niewielkich, ściśle określonych ilości znanych dobrze narkotyków. I z przedziwnym ograniczeniem – niekaralne jest posiadanie marihuany, która nie zawiera sztucznych dodatków, amfetaminy bez mefedronu, czy zwykłej starej heroiny, bez syntetycznych opioidów. To pierwszy krok do przekonania ludzi, że osoba, która czasem bierze narkotyki nie musi być uzależniona a problemem nie jest to, że ktoś sięga po narkotyk, a to, kto sięga, jaka osoba ten narkotyk bierze.

09:16, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
piątek, 01 czerwca 2018
LEKI NIE NARKOTYKI

Jest jedna rzecz, która nieodmiennie mnie złości. To wieczne mieszanie dwóch porządków – używania substancji w celach medycznych i w celach rekreacyjnych. Złości mnie to, bo podpinając się pod to rekreacjoniści utrudniają chorym dostęp do leków.

Od początku, nasze prawo narkotykowe jest absolutnie beznadziejne. To ono sprawia, że jest coraz więcej, coraz bardziej niebezpiecznych substancji. W Stanach Zjednoczonych na poziomie centralnym jest podobnie i mamy tam powrót ogromnej liczby zgonów spowodowanych przedawkowaniem syntetycznych opioidów. I nas to czeka w perspektywie kilku lat. Depenalizacja posiadania niewielkiej ilości klasycznych narkotyków, także heroiny z dokładnym określeniem poziomu, do którego posiadanie jest niekaralne z ilością akceptowalną teraz przez społeczeństwo byłoby rozwiązaniem.

W czymś innym jednak rzecz. To, że marihuana, psylocybiny, LSD, amfetamina, heroina mają znakomite zastosowania medyczne nijak ma się do ich zastosowań rekreacyjnych. I do momentu, kiedy o dostęp do medycznej marihuany, walczyć będą Wolne Konopie, które jednoznacznie zajmują się dostępem do marihuany rekreacyjnej trudno będzie przekonać i polityków i zwykłych ludzi, że są to dwa rozdzielne światy. I tu wracamy do punktu wyjścia, jasne depenalizacja a z czasem legalizacja narkotyków jest drogą do zmniejszenia liczby tragedii, zgonów związanych z używaniem substancji. Ale to zupełnie inny świat. Łącząc legalność substancji rekreacyjnych i medycznych, spowalniamy dostępność do nich w celach medycznych.

09:03, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
sobota, 12 maja 2018
CEL JEST NICZYM

W partnerskim dodatku do Wyborczej tekst o terapeutycznym wykorzystywaniu halucynogenów. Przedruk w Wall Street Journal. Kolejne takie doniesienie na temat ich wykorzystywania. Zestawiłem sobie to z ceremoniami cambo i piciem ajahuasci.

Lekarze w sposób kontrolowany podają różne psychodeliki od LSD poprzez psylocybiny po meskalinę, najczęściej jest to psylocybiny lub LSD, ze względu na możliwość kontroli zawartości. I w różnych przypadkach od uzależnienia od alkoholu lub papierosów poprzez depresję po radzenie sobie z bólem w fazie terminalnej nowotworu wyniki są niezwykłe.

A jak się to ma do sięgania po halucynogeny podawane w sposób mniej lub bardziej pokątny w przeróżnych ceremoniach nawiązujących do miejsca z których pochodzą a więc do lasów amazońskich. Otóż nijak. W trakcie podawania terapeutycznego po pierwsze tworzone są bezpieczne warunki dla klienta, ma czasie swojej podróży przewodnika, który dyskretnie towarzyszy a w przypadku jakichś kłopotów jest w stanie udzielić pomocy.

Czymś innym jest podawanie heroiny lub równie silnie działających opioidów w celach medycznych a czym innym zwyczajne jej ćpanie. Przeróżne szamańskie ceremonie są czymś bliżej ćpania niż leczenia.

I jeszcze jedno: są elementy naszej psychiki, które można w jakiś sposób „przesunąć” podając psychodeliki, jednak wiele zmian wymaga zwyczajnej, ciężkiej pracy.

Cel jest niczym, ruch jest wszystkim.

E. Bernstein.

Nie jest ważne dokąd w końcu docieramy, ważne jest to, co nam się przydarza po drodze.

19:50, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
sobota, 05 maja 2018
PATOSTREEMING RAZ JESZCZE

Co zrobić, żeby ograniczyć szkody związane z puszczaniem patologicznych treści w Internecie? Puszczający je ludzie pozostają bezkarni. Pozostają dwa pytanie czy nie jest to, aby efekt lenistwa władz? I drugie jak skuteczne mogą być metody administracyjne?

Pamiętacie historię Gurala? To en sympatyczny młody człowiek, który publicznie w Internecie namawiał, nierzadko skutecznie, nastolatki, z tych młodszych do rozbierania się, obrażał zachowywał się wobec nich agresywnie, przemocowe. Zatrzymała go policja. I nie postawiła zarzutów. Brawo panowie policjanci, stawiający zarzuty posiadaczom pół grama marihuany. No w porównaniu z takim posiadaniem, to, co robił Gural faktycznie jest zupełnie niegroźne.

Powiem wprost, łatwiej jest takie rzeczy odpuścić, niż wchodzić w trudne śledztwo. Dlatego patostreemerzy żyją sobie spokojnie i z jednej strony żyją kosztem swoich ofiar, młodych ludzi wchodzących na ich filmy i kopiujących później zachowania i rzucających drobne grosze. I z mojego punktu widzenia takie działania nie są lepsze niż dilerka. Dzieciak płaci za coś, co go zatruwa.

I podobnie jak w przypadku dilowania profilaktyka daje znacznie lepsze efekty niż ściganie. Co może w takim razie rodzic? Sprawdzić, na co dzieciak wydaje kasę, jakie strony odwiedza w miarę potrzeby pogada z dzieciakiem. Rozmowa jest jak balsam, tyle, że często myli się rodzicom z wykładem. Nie przypadkiem w jednym z badań ankietowych rozmowa została wymieniona w pierwszej piątce najczęściej stosowanych kar.

I drugie: tak jak branie narkotyków, picie alkoholu w sposób szkodliwy czy ryzykowny jest objawem, skutkiem, tak jest także w przypadku korzystania z patologicznych treści. I działa to jak spirala. Biorę dragi, bo jest mi średnio dobrze, bo średnio dobrze czuję się ze sobą, ale to, że biorę jeszcze pogarsza mój stan. Oglądam Popka, Cypisa czy Gurala, bo mam średnio poukładane w głowie i to oglądanie jeszcze powiększa mój podczaszkowy śmietnik. Dbając o porządek w głowie dziecka, jego system wartości, zaspokojenie potrzeb sprawimy, że wejście na jakąś patologiczną stronę mu nie zagrozi.

I na koniec, jeszcze dziesięć lat temu nie było wśród dorosłych i w efekcie dzieci tak sinego parcia na ruch, zdrową rekreację. Dla części dzieci udział w imprezach sportowych stał się objawem dorosłości, czegoś, do czego się aspiruje. Może warto mieć nadzieję, że za jakiś czas młodzi będą aspirować także do wartości intelektualnych. Jeśli takie nie zgubią się (jak obawiał się Stanisław Lem) w śmietniku Internetu.

19:31, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13