RSS
środa, 03 października 2018
KWESTIA WIARYGODNOŚCI

To, o czym teraz piszę to kwestia wiarygodności całego systemu przeciwdziałania wszelkim uzależnieniom. Także wiarygodności państwa i jego instytucji.

Kilka dni przekazywane dalej informacje o tym, że na zakończenie zajęć dla ósmoklasistów rozdawany był podręcznik zawierające treści, dla których określenie kuriozalne jest zdecydowanie zbyt delikatne. Jest tam na przykład wzmianka, że osoba molestowana powinna zadbać przede wszystkim o samopoczucie tego, kto molestował i w taki sposób rozwiązywać z związane w tym problemy, żeby nijak jej nie dotknąć.

Do momentu, kiedy kwestia dotyczyła jakiegoś programu niespecjalnie się tym rajcowałem. W końcu w Polsce mamy wielu wszelkiego rodzaju oszołomów, którzy podobne absurdy uważają za prawdę oświeconą. Są świadkowie Ordo Iuris, faszyści z ONRu czy wyznawcy Ojca Rydzyka.

Kiedy dowiedziałem się, jakie to była zajęcia sprawa nieco się zmieniła. Otóż zajęciami tymi okazał się Archipelag Skarbów. Czemu to takie ważne? W Polsce mamy pewną liczbę programów rekomendowanych, to znaczy takich, za których jakość ręczą zajmujące się uzależnieniami, czyli PARPA i KBPN, także za wykształcenie czy raczej przygotowanie merytoryczne. I oto osoby, które mają „homologacje” najważniejszych instytucji. Czy te agencje, będące agendami rządowymi, a więc podlegające politycznym naciskom będą w stanie postawić się powszechnie obowiązującym tendencjom? W jaki sposób zostanie potraktowany ten konkretny przypadek, ale i cały Archipelag? To jest właśnie pytanie o wiarygodność, rzetelność instytucji zajmujących się uzależnieniami.

14:35, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
sobota, 08 września 2018
ZAKAZY

Takie ostatnio miałem spostrzeżenie, po którym utwierdziłem się, że kompletnie do niczego mamy prawo narkotykowe a jeszcze gorsze jest jego egzekwowanie.

Szedłem sobie przez przystanek tramwajowy, długi był bardzo. I za mną zobaczyłem dwóch młodych młodzieńców, którzy palili. Nieładnie – pomyślałem sobie. Ale kiedy już mnie wyprzedzili (młodzi to i dziarscy) poczułem, co palili. No i nie był to tytoń. I tak sobie zacząłem interpretować. W niektórych miejscach nie wolno palić tytoniu. W ramach doprecyzowywania dołączono do tego także elektryczne papierosy. Ale o marihuanie ani słowa. Czyli jak raz przepisu o zakazie palenia nie złamali.

A jak jest z przepisami o narkotykach? Nie wolno w związku z narkotykami wielu rzeczy. Nie wolno sprzedawać, dawać, proponować, namawiać do użycia, posiadać, produkować, przywozić zza granicy. Ale nie ma ani słowa o używaniu, przyjmowaniu czy czymś takim.

Czy w takim razie policjant może zatrzymać osobę palącą marihuanę? Przecież ona ani nie posiada, nie przywozi, nie daje. Ona tylko używa, a to nie jest czyn zabroniony. Czy kiedykolwiek posiadał? No nie da się tego udowodnić. Zwyczajnie, nieznana osoba podeszła i włożyła mu do ust zapalonego blanta.

Być może warto namówić setkę znanych osób do palenia, zbiorowo marihuany przed Komendą Główną Policji. Warto zaprosić prezydenta Kwaśniewskiego, bo on wprowadził zakaz posiadania nawet nieznacznych ilości narkotyków i za to publicznie przepraszał, do tego Macieja Płażyńskiego, który był podówczas Marszałkiem Sejmu. Do tego znani aktorzy, literaci, muzycy klasyczni, którzy też lubią sobie czasem zajarać a nie mają opinii pana Maleńczuka, w którego systemie narkonośnym czasem brakuje krwi. Do tego kilku zdolnych prawników gotowych udowodnić, że ich klienci tylko palili a to nie jest czyn karalny.

Durne jest to prawo, w którym posiadanie jest przestępstwem, używanie zachcianką a uzależnienie chorobą.

11:21, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 27 sierpnia 2018
W NOWYM ROKU

Nadchodzi wrzesień, dla wielu osób czas wejścia do nowej szkoły, do nowej grupy. Kiedy wchodzimy do nowej grupy tworzymy jakiś obraz swojej osoby, to o tyle ważne, że z czasem trudno jest ten obraz zmienić.

Zacznę od obrazka z rodzaju: „popatrzcie, jaki jestem oczytany”. Bohater książki Bolla Bilard o wpół do dziewiątej rozpoczynając życie w nowym miejscu zamawia na śniadanie twarożek z papryką i później przez lata na śniadanie je codziennie taki sam twarożek. On mu nawet nie smakuje, ale jest częścią kreowanego przez niego obrazu, czy raczej maski.

Komunikujemy się nie z innymi ludźmi a z naszymi o nich wyobrażeniami. Inni kontaktują się nie z nami, ale ze swoimi o nas wyobrażeniami. Ale także z naszym wykreowanym przez nas obrazem. I tu zaczyna się ważna dla młodych ludzi kwestia.

Na ile tworzony przez nas obraz jest tożsamy z nami samymi. Im jestem bliżej własnej tożsamości w tym jak funkcjonuję wchodząc do nowej grupy tym mniej wysiłku wymaga ode mnie funkcjonowanie w tej grupie. Trudność polega na tym, że większość z nas z trudem jest w stanie funkcjonować w sposób w mirę otwarty.

Czasem wynika to z ochrony szczególnie wrażliwych, delikatnych fragmentów siebie. Niestety jednak najczęściej zakładanie kolejnych masek wynika z niskiej samooceny, słabo zinternalizowanego systemu wartości zaburzonego poczucia bezpieczeństwa.

Z czasem założona na początku mas zaczyn coraz bardziej uwierać, utrudnia zamiast ułatwiać życie. Wtedy, co wydaje się być paradoksem, nową szansą jest brak promocji i wejście do nowej grupy. I co z tego?

Młody człowieku, zaczynając przygodę z nową szkoła i nowymi koleżankami i kolegami zadaj sobie kilka pytań.

Czy nie jesteś atrakcyjny dla innych taki, jaki jesteś?

Na jakie kompromisy jesteś gotowy iść? Jak się to ma do tego, co dla Ciebie ważne?

Czy po jakimś czasie odważysz się zmienić tworzony obraz siebie?

Czy wiesz, że żeby być współzależnym, najpierw musisz być niezależny?

Przeczytaj także

06:46, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 19 sierpnia 2018
LEGALIZACJA

Wraca do mnie temat nowych narkotyków. Tego jak wiele osób z ich powodu umiera i tego, co dalej.

Zacznijmy od początku, lat temu wiele rozpoczęto ściganie za posiadanie narkotyków. Miło to być panaceum w walce z handlarzami. I jest to panaceum, ale nie w walce a w poprawianiu policyjnych statystyk. Narkotyków jest coraz więcej, tak w masie jak i w asortymencie.

I jakkolwiek można było powiedzieć, że nikt nie mógł przewidzieć, jakie będą skutki penalizacji posiadania to po dwóch falach zgonów fundujemy sobie trzecią a zapewne także kolejne. I czym to się skończy?

Pełną legalizacją narkotyków w perspektywie dwóch dekad. Bo otworzenie furtki dla nowych narkotyków spowodowało, że nawet kupując w miarę bezpieczną marihuanę w rzeczywistości nie wiemy, co kupujemy. I o ile dwadzieścia lat temu mogliśmy spowodować, że rynek będzie się wolniej zapełniał, to teraz mając tysiące substancji tańszych i syntetycznych bez kontroli rynku nie uda się doprowadzić do sytuacji, w której kupowane substancje będą mniej niebezpieczne.

To, jakiej jakości są sprzedawane na czarnym rynku substancje to problem od dawna. Tyle, że teraz standardem jest „marihuana” w całości syntetyczna. I o ile domieszkowanie narkotyków w celu ich rozmnożenia mogło powodować niewielkie zagrożenie dla zdrowia to w tej chwili same substancje są niebezpieczne.

A osobom, które są zdania, że istnieje możliwość pozbycia się problemu w ten sposób, że jakoś doprowadzimy do sytuacji, w której nit nie będzie używał substancji proponuję przyjrzeć się historii ludzkości, ale i temu jak naturalne narkotyki przyjmują zwierzęta. To nie jest tak, że ludzie biorą, bo są narkotyki. Narkotyki istnieją, bo ludzie chcą brać.

Co wydaje się być może absurdem, penalizacja posiadania w konsekwencji doprowadzi do legalizacji narkotyków. Pytanie ile osób musi umrzeć, żeby politycy zaczęli używać mózgu zgodnie z przeznaczeniem i połączyli skutki i przyczyny.

11:01, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 sierpnia 2018
NARKOFOBIA ZABIJA

To, o czym napiszę powraca jak bumerang, czy jak jo jo napędzane zmagazynowaną energią kinetyczną. To kwestia jak, najczęściej nieświadomie fałszowany jest obraz osoby uzależnionej i konsument substancji psychoaktywnych.

Kilka uwag na początek.

Nie każdy użytkownik substancji jest uzależniony. Zdecydowana większość uzależniona nie jest. Stawianie na jednym poziomie osoby ciężko chorej, której rokowania nie są najlepsze – kogoś uzależnionego na jednym poziomie z kimś, kto od czasu do czasu zapali coś czy wypije mocną kawę wydaje się być absurdem.

Liczba osób, które nie mają kontaktu z substancjami psychoaktywnymi, przynajmniej w kategorii wiekowej 16+ mieści się w okolicach błędu statystycznego. Substancje to przecież także alkohol, nikotyna czy nawet kofeina. Nie wspominając o lekach, roślinach o wielu możliwych własnościach i zastosowaniach. W takim razie dziennikarz prawicowego portalu pisząc o okresowych i regularnych użytkownikach substancji psychoaktywnych miał na myśli także siebie, pijącego mocną kawę, żeby dodać sobie energii do pisania, (co można uznać za objaw uzależnienia).

I jeszcze odrzucanie faktu, że uzależnienie to choroba, powtarzanie: nie muszą brać. Wyobraźmy sobie dziennikarza piszącego o chorych na nowotwory „onkuś”. A przecież zachorowanie na nowotwór, miażdżycę czy zawał w większym stopniu niż uzależnienie. Czynniki ryzyka wystąpienia uzależnienia prawie w całości leżą w rodzinie, a na to, w jakiej rodzinie dziecko się urodziło nie ma specjalnie wpływu. W przypadku chorób onkologicznych, czy chorób układu krwionośnego wynikają one, poza genetyką, także a właściwie przede wszystkim z tego jak żyjemy. Jak się odżywiamy, czy pijemy alkohol, palimy papierosy. Przed oczami mam scenę z jakiegoś szkolenia. Po kawałku na temat terapii wstał zażywny jegomość i stwierdził:

- Ja sobie nie życzę żeby z moich pieniędzy leczono osoby, które miały ochotę n zabawę z narkotykami.

Spojrzałem na pana.

- Ma pan nadwagę?

- Tak.

- I cholesterol wysoki?

- No tak.

- Miało się ochotę na kiełbaskę i karkóweczkę, piwkiem się popijało, papieroski się pali i sporo kawki pije. Czy dlatego, że szanowny pan miał ochotę na takie przyjemności z moich podatków mają iść pieniądze na leczenie szanownego pana?

To jak mówi się o używaniu substancji, o uzależnieniu wpływa także na skuteczność terapii i profilaktyki. Osoby zawodowo pracujące z młodzieżą mają na ten temat wiedzę pomiędzy żenującą a beznadziejną. Pamiętam panią pedagog mówiąc o „suchym ćpaniu” (fajne pojęcie terapeutów – dinozaurów) a niemającej pojęcia, że uzależnienie wiąże się z samooceną i systemem wartości. To wieczne odklepywanie, że narkomanem jest się do końca życia (WHO ma na ten temat inne zdanie) potwierdzane opowieściami o ogórkach (serio, taki tekst usłyszałem w Studium Terapii Uzależnień).

W mediach w dyskursie publicznym przeważa szalenie negatywny obraz i użytkowników i uzależnionych. Uniemożliwia to sensowne zmiany polityki narkotykowej i w efekcie powoduje, na przykład, pojawianie się nowych narkotyków i fale zgonów, takie jak ta, którą teraz obserwujemy. A osoby za nie odpowiedzialne, takie jak minister Ziobro, prawicowi dziennikarze, ale i lekarz wypowiadający się dla Wyborczej na temat osób pod wpływem per „ćpuny”, że o herosie nałki pułkowniku doktorze Jędrzejko Mariuszu nie wspomnę z dumą mówią o swojej walce z narkotykami.

Powtarzane publicznie słowo ćpun zabija.

18:33, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
sobota, 21 lipca 2018
NIE NA TEMAT

Jedno z pytań, które wracają, tak właściwie to dwa pytania w jednym: po co piszę tego bloga i skąd biorą się wpisy?

A więc, po co ta cała pisanina? W sumie 127 wpisów, najstarszy z grudnia 2010, ten jest sto dwudziesty ósmy. Sporo. Otóż mam pełne przekonanie, że wiedza na temat uzależnień jest dramatycznie słaba. I to tyczy się niestety także tak zwanych profesjonalistów. I jeśli choćby jedna osoba przeczytała, zastanowiła się i w jakiś sposób zmieniła swój punkt widzenia czy zwyczajnie przyjęła do wiadomości, że jest jak jest to już dl mnie wystarczy. Ostatnio miałem zwrot, że jedna osoba dowiedziała się czegoś. No i ważną dla mnie formą docenienia mojej pisaniny przez osoby prowadzące stronę narkomania.org.pl. Lata temu moja szefowa zapytała mnie czy widzę sens prowadzenia zajęć, jak raz szedłem na tak zwaną wywiadówkę profilaktyczną. Odpowiedziałem, że nawet, jeśli jedna osoba coś z tego spotkani wyniesie to i tak warto. I dokładnie tak mam z blogiem, czy blogami.

A skąd się biorą wpisy? To jasne w jakimś stopniu z osobistych doświadczeń. To znaczy widzę, słyszę czy jakoś inaczej spotykam się z jakąś bzdurą i tak się zaczyna. Ktoś tam nie wie jak ma się sprawa z nawrotami, fentanylem, czy wysyłaniem nagich zdjęć przez nastolatki. Nie dostaję nagich zdjęć (także ich nie wysyłam, choćby, dlatego, że nie jestem nastolatką), nie mam nawrotów i nie biorę fentanylu. Mam strony, na które lubię zaglądać i są one dla mnie źródłem częstej inspiracji, jest pewien pułkownik doktor, znakomite są wypowiedzi działaczy antynarkotykowych.

Jasne, często wiąże się to z poczuciem bezradności, bo tak jak dwadzieścia lat temu krzyczałem, że stanowienie prawa będzie skutkowało pojawieniem się nowych narkotyków, tadam i są. Dziesięć lat temu powtarzałem: żyjemy w świecie narkomańskim, sprzyjającym uzależnieniom. I wszystkie wskaźniki rosną. Piszę o zjawiskach niepokojących i nic.

Ale czasem, niezbyt często, ale jednak, ktoś bierze sobie to czy tamto do serca i podejmuje działania.

08:36, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 lipca 2018
FENTANYL

Pojawienie się na rynku fentanylu jest świetną okazją do pokazania dwóch ważnych rzeczy: czym różnią się dopalacze od leków i starych narkotyków oraz środowisko starych narkomanów od tych współczesnych.

Przypomnijmy: fentanyl to syntetyczny opioid. W Stanach Zjednoczonych z jego popularności wynika ogromna liczb zgonów i osób uzależnionych. Jest kilkadziesiąt razy silniejszy niż heroina. Tym niemniej od wielu lat jest stosowany, jako silny lek przeciwbólowy. I siłą rzeczy bywał dostępny także na czarnym rynku. Czemu w takim razie do tej pory ani u nas, ani za oceanem nie powodował tak wielkich szkód?

Stary narkoman, nawet ten z przełomu wieków wiedział. Może nie byłą to wiedza specjalnie głęboka i poparta lekturami, ale w środowisku chodziły informacje ile, czego i ewentualnie, z czym, żeby efekt był większy. No i każdy wiedział, że jest to fentanyl, bo było czy to na fiolce czy na listku napisane. Ludzie niewiedzący pytali ile można wziąć. Teraz często młodzi ludzie kompletnie bez refleksji sięgają po lek, a informacje z Internetu często są delikatnie mówiąc mało precyzyjne.

I jeszcze. Na opakowaniu było jasno określone ile tego fentanylu jest. W nielegalu pełna dowolność.

No i element drugi. Starzy narkomani, vs nowi. W dawnych czasach, kiedy na rynku było trochę (w sensie gatunków) narkotyków plus to, co w lesie, na łące czy budowie oraz leki narkoman wiedział, jakie leki mieszać, co wzmacnia działanie opiatów a co amfetaminy. Wiedział, co gdzie rośnie i czego unikać. Wiedz ta przekazywana była z pokolenia na pokolenie a odporni na nią umierali. Także ci, których organizmy nie były dostatecznie mocne. Ale taka eliminacja mocno ograniczała powielanie niesprawdzonych informacji. Jak komuś się wydawało, że wie, ale w rzeczywistości ulegał pozorom, zwyczajnie odchodził na zasłużony odpoczynek i jego opinia nie znajdowała nośnika. Teraz takim nośnikiem miejskich legend jest Internet. Konsumenci nowych narkotyków z jednej strony są bezrefleksyjni czy mocniej: bezmyślni. Biorą, co pod rękę się nawinie, bywa, że nie wiedząc nawet, co to jest. Z drugiej nie mają dostępu do informacji o negatywnych skutkach działania danej substancji, co jest problemem nie, dlatego, że nie rezygnują z niej, ale dlatego, że nie są w stanie tym negatywny, skutkom zapobiegać.

Dlatego, z tych dwóch powodów, dawno, dawno temu fentanyl był używany a dopiero teraz zbiera spore żniwo w USA dziś, a w Polsce będzie zbierał jutro.

15:10, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 lipca 2018
NAWROTY RAZ JESZCZE

Miały być z tego dwa wpisy, ale po refleksji wyszło mi, że te dwie kwestie się łączą w rzeczywistości wynikają z siebie nawzajem. Oprę się najpierw na osobistym doświadczeniu, później postaram się o bardziej generalne wnioski. Nie żebym wierzył w to, że jakoś wpłynie to na pracę z uzależnionymi. Raczej, żebym za jakiś czas mógł powiedzieć „a nie mówiłem”.

Nie piję codziennie kawy, trzy, cztery dni pod rząd to maksimum. Zwyczajnie nie chcę się od niej fizycznie uzależnić. Kiedy regularnie, codziennie pozawalam sobie na trzy, cztery kawki, niekoniecznie specjalnie mocne i po jakimś czasie, kilku tygodniach jakoś tak wychodzi, że rzeczonej kawy nie wypiję czuję dość mocny, migrenowy ból głowy. I tu pojawia się pytanie: i co z tego? Czemu mi to przeszkadza?

Z jednej strony jest to pozorny problem. Czuję ból głowy, piję kawę, ból znika, i po sprawie. Ewentualnie biorę coś przeciwbólowego, czekam chwilę aż ból minie i tyle. Tym, co mi w tej sytuacji przeszkadza to uczucie zależności. Nie chcę być zależny, nawet od takiego bzdetu jak kawa. Odczuwam niechęć na samą myśl, że będę jakoś uzależniony, choćby było to tak mało dotkliwe.

I tu pojawia się wątek drugi:, czemu akurat ja, choć nie tylko ja, mam tak dziwnie, że przez prawie szesnaście lat nie tylko nie złamałem abstynencji, nawet będąc w sytuacji, którą określa się, jako kontakt z wyzwalaczem, nie miałem ochoty na narkotyki, nie śniło mi się, że biorę. A przecież przez jakiś czas pracowałem w miejscu, w którym latami kupowałem towar, mijałem dilerów, zdarzało się, że na klatce schodowej czułem zapach palonej heroiny.

A przecież jest to jeden z klasycznych obrazków, jakie pokazuje się mówiąc o narkomanii: impuls a później niemożliwe do zatrzymania zachowanie. Czemu akurat ja, ale i osoby, które leczyły się razem ze mną nie mają takich objawów?

Może warto spojrzeć na styl pracy terapeutycznej. W czasie terapii zupełnie nie pracowano nad braniem narkotyków, unikaniem miejsc z nimi związanych, sytuacji, wyzwalaczy. To znaczy, podczas terapii stworzono miejsce wolne od nich, eliminowano muzykę, która się kojarzy, symbole, także rozmowy na ten temat. W czasie, kiedy byłem podatny na tego rodzaju bodźce usunięto je z mojego otoczenia. Ale przede wszystkim praca terapeutyczna była skupiona na eliminacji przyczyn, takich zmianach we mnie, żeby usunąć powody, które spowodowały, że narkotyki były dla mnie atrakcyjne. Wdrukowano mi także przekonanie, że poradzę sobie na zewnątrz, w zwyczajnym życiu.

Taka technika jest niemożliwa do zastosowania w przypadku terapii osób uzależnionych od alkoholu. Zbyt szybko muszą mierzyć się z kontaktem z wyzwalaczami. W efekcie ogromny nacisk jest kładziony na ich unikanie, na lęk, na uciekanie. Trudno jest później to zmodyfikować, trudno w rzeczywistości się od tego uwolnić. I przeświadczenie o nieuchronności nawrotów, silnych impulsów, przed którymi nie da się uchronić powoduje, że chęć na branie pojawia się i tak trudno przed nią się obronić. Nawet, jeśli po pierwszym okresie pracuje się nad przyczynami takie przekonanie pozostaje na lata.

A generalia? Terapia stacjonarna wymaga od osoby leczącej się z uzależnienia najmniejszego wysiłku. To wydaje się w pierwszej chwili absurdem, ale nie jest to wyłącznie moje zdanie. Bez sensu jest kopiować elementy terapii ambulatoryjnej, jakimi jest uniknie wyzwalaczy, w terapii stacjonarnej. Nawroty są nie tyle wynikiem uzależnienia a stylu pracy z uzależnionymi. Z tego, że narkoman czy alkoholik słyszą "jesteś i zawsze będziesz uzależniony a to znaczy, że będziesz miał nawroty. I to jest fakt, nad którym warto się zastanowić.

Ale nie mam nadziei na to, że taka myśl przebije się do szerszego dyskursu.

08:59, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 czerwca 2018
NAWROTY

Będzie zwięźle o tym, czym jest nawrót u opiatowca. Na trzech podstawowych poziomach. Popatrzmy.

I żeby dojaśnić: piszę to z punktu widzenia pomagacza, po wielekroć wspierałem swoich klientów w tych trudnych chwilch.

Nawrót choroby, jakim jest uzależnienie w takim najbardziej podstawowym, obrazie jest momentem, w którym osoba uzależniona sięga po narkotyk. I tu pojawi się kilka uwag. Opiaty nie są narkotykami, które da się używać rekreacyjnie. Nie ma opcji, żeby przez dłuższy czas narkoman ograniczał się do używania przy okazji imprez czy w weekendy. Po dwóch tygodniach, może miesiącu przyjmowanie narkotyku jest na tyle regularne, że muszą pojawiać się objawy abstynencyjne. Owszem są osoby, dla którym gratyfikacja związana z heroiną nie jest atrakcją. Ale ci nie uzależnią się od niej.

W takiej sytuacji błyskawicznie uruchamiają się mechanizmy obronne i sztuka mimikry. Jednym z zachowań typowych dla uzależnienia jest ukrywanie własnego problemu. Uzależniony będzie przychodził do pracy regularnie ogolony w wyprasowanej koszuli. Zrobi wszystko, żeby inni nie pomyśleli, że może brać narkotyki.

No i nawrotowcy znacznie szybciej wypadaj z ról społecznych i często w pierwszych tygodniach nawrotu umierają.

Ale nawrót to także sytuacja, w której pojawiają się głody. Nie fizyczne objawy, a silny brak czegoś, poczucie głębokiego dyskomfortu. Stan, w którym boli dusza. I jest to groźne, bo nawet, jeśli nie doprowadzi do złamania abstynencji, potrafi nieźle zepsuć życie.

I trzeci kontekst związany z nawrotem to kij. Po wielekroć i ciągle, kiedy gdzieś w mojej okolicy pojawi się ktoś, kto nie bardzo jest w stanie podjąć dyskusję na poziomie merytoryki znajduje kij w postaci faktu, że jestem narkomanem (z punktu widzenie definicji WHO nie jestem) i być może właśnie złamałem abstynencję. A poza tym wiadomo każdy narkoman to złodziej, patol i generalnie czyste zło.

Nauczyłem się, że takie zachowania mają miejsce, że niewiele z prawnego punktu widzenia mogę zrobić. Zwyczajnie wiem, że jest to głębokie, pardon, kurestwo. I najczęściej takie działania podejmuj osoby „zdrowe”. Bo dla neofity kurestwo jest trucizną.

16:15, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 11 czerwca 2018
LEGALIZOWAĆ?

W Kandzie coraz bliższe staje się pełne zalegalizowanie rekreacyjnej marihuany. Wspaniale, ale jak to się ma do podobnych decyzji w Polsce?

Ślepe przenoszenie pewnych działań na nasze podwórko, choć kusi raczej nie jest dobrym pomysłem. Jasne, są już stany w USA, w których marihuana jest legalna i za kilka lat dowiemy się więcej o tym, jakie są sutki społeczne i zdrowotne takich działań. Na ten moment wiemy niewiele.

Głosy o poważnych wpływach do budżetu raczej między bajki włożę. Podobnie jak z alkoholem, wpływy z opłat, czyli zapewne akcyzy powinny pójść na przeciwdziałanie negatywnym sutkom palenia marihuany. Tak palenie marihuany powoduje negatywne skutki. Kiedy stanie się ona legalna i co za tym idzie łatwiej dostępna będą one większe niż aktualne.

Ale coś innego jest dla mnie podstawowym powodem, dla którego delikatnie mam wątpliwość, co do sensowności pełnej legalizacji marihuany w Polsce teraz. Jest to różnica pomiędzy kulturą w Polsce i Kanadzie. Różnica pomiędzy stosunkiem do prawa, zasad, dobra wspólnego. Także społeczna gotowość do tak daleko idących zmian.

Bo o ile w wielu krajach nie jest możliwe sprzedanie nieletniemu alkoholu, czy papierosów na sztuki, to u nas nie m z tym najmniejszego problemu. U nas ciągle jeszcze wolność gospodarcza jest wyżej stawiana nad zdrowie publiczne a przeróżne potencjalne ograniczenia, na przykład w handlu alkoholem powoduje dużo i negatywnych emocji.

Teraz jest czas na walkę o depenalizację posiadania niewielkich, ściśle określonych ilości znanych dobrze narkotyków. I z przedziwnym ograniczeniem – niekaralne jest posiadanie marihuany, która nie zawiera sztucznych dodatków, amfetaminy bez mefedronu, czy zwykłej starej heroiny, bez syntetycznych opioidów. To pierwszy krok do przekonania ludzi, że osoba, która czasem bierze narkotyki nie musi być uzależniona a problemem nie jest to, że ktoś sięga po narkotyk, a to, kto sięga, jaka osoba ten narkotyk bierze.

09:16, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14