RSS
wtorek, 16 kwietnia 2019
LEGALIZOWAĆ

Prawie rok temu, w wakacje 2018 dwa razy odpowiadałem na pytanie co można zrobić w kwestii corocznej epidemii nowych narkotyków. Trochę to potrwało, ale dziś już wiem, jak mogłem, a nawet powinienem odpowiedzieć na zadane pytanie.

Kiedy pisałem Odlot donikąd w połowie lat dziewięćdziesiątych rynek narkotykowy był stabilny w kwestii różnorodności dostępnych substancji. Niestety w efekcie wzmożonej wojny z narkotykami oraz zaradności grup zainteresowanych szybkim zyskiem w pierwszej dekadzie tego wieku wachlarz dostępnych substancji zaczął się zdecydowanie powiększać. I powiększa się rokrocznie, co jest stymulowane wydłużaniem listy substancji zakazanych. Niektóre nowe narkotyki są bardziej groźne inne mniej w sumie jednak lista tych, które zagrażają konsumentom musi się wydłużać. Nie mamy także praktycznie kontroli nad tym co rzeczywiście jest w obrocie. Nawet jeśli sprzedawca i kupujący są przekonani, że w obrocie jest marihuana w rzeczywistości nie jest to pewne.

Przez lata powtarzałem, że pomysłem na to jest depenalizacja posiadania dobrze znanych narkotyków, tak, żeby dilerom i osobom przyjmującym narkotyki opłacało się obracać mniej groźnymi środkami. Teraz dotarło do mnie, że jest na to już za późno.

Jest za późno, bo żyjącym z tego środowiskom opłaca się oferować towar, którego wyprodukowanie jest tańsze. A tak jest przecież z większością tak zwanych dopalaczy. W efekcie detalista i konsument będą przekonani, że obracają na ten przykład amfetaminą a dostanie jakiś jej analog, mniej znany i bardziej niebezpieczny.

Co więc robić? Wydaje się, że odpowiedź jest prosta: zalegalizować, dopuścić do obrotu poprzez apteki i nadzorować jakość wprowadzonego towaru. I tu pojawia się trudność: takie decyzja muszą podjąć politycy a ci nie są skłonni podjąć decyzje, sensowne z puntu widzenia zdrowia publicznego, czy jakości edukacji, jeśli mają choćby cień podejrzenia, że spadną im słupki.

Pamiętam wypowiedź ówczesnego posła Ziobry w której stwierdził, że nie obciąży własnego sumienia decyzją o niekaraniu za posiadanie narkotyków. Cóż, teraz umierają ludzie, w sporej liczbie, żeby sumienie pana Ziobry pozostało czyste.

Mam pełną świadomość, że pomysł legalizacji handlu narkotykami ma w tej chwili szanse realizacji porównywalne z szansami na spotkanie osoby pod wpływem kokainy podczas koncertu w filharmonii, ale nawet jeśli teraz nie ma na to szans trzeba to zmieniać. Trzeba pokazywać, że jest to towar jak każdy inny, że z powodu jedzenia tłustej kiełbasy umiera więcej osób w Polsce niż z powodu używania narkotyków a kiełbasy nikt nie zakazuje. Z czasem aktualni politycy i wyborcy odejdą a w nowym pokoleniu nadzieja.

14:55, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
piątek, 15 marca 2019
ZASADA NIEOZNACZONOŚCI

Jak zawsze niezawodny pułkownik profesor w czasie rozmowy w pierwszym śniadaniu pokazał, że kompletnie nie wie czym jest uzależnienie i ogólnie rzecz biorąc działanie narkotyków.

W czasie rozmowy powiedział, że mechanizmy powodujące uzależnienie, dokładnie rzecz biorąc mechanizm dopaminowy zaczyna funkcjonować po trzydziestu przyjęciach marihuany.

I tu zaczyna się problem. A właściwie kilka problemów. Pierwszym jest pytanie, gdzie odbywają się wszystkie procesy związane z działaniem substancji i uzależnieniem. Jak mądrze powiedział kiedyś Robert Rutkowski w pewnym momencie człowiek spotyka się z narkotykiem i od tego jaki to jest człowiek, w jakim stanie ciała i ducha jest zależy co dalej nastąpi.

Nie jest istotne czy kanabinoidy łączą się z receptorem ID47/28B czy z jakimś innym, ważne jest z czym w danym momencie mierzy się człowiek, jak układa się jego życie. Stąd bierze się ewentualne ponowne kontakty z substancjami, i to co dzieje się dalej. Te same czynniki osobowościowe, rodzinne i środowiskowe, które sprzyjają uzależnieniu sprzyjają także częstszemu sięganiu po narkotyk iw efekcie zwiększają szanse na pojawienie się zagrożeń z nimi związanych.

Wszystkie elementy istotne w tych kwestiach dzieją się w emocjach i są zdecydowanie nieprzewidywalne. Nie wiem i nikt rozsądny i uczciwy nie jest w stanie przewidzieć, ile razy trzeba sięgnąć po narkotyk, żeby się uzależnić. Kokaina i heroina to narkotyki, które mogą uzależnić po pierwszorazowym przyjęciu. Ale są osoby, które sięgają po nie latami i nic. I są takie, które robią to latami i nic, a później wpadają.

Powiedziałbym. Że to jest taka psychiczna zasada nieoznaczoności.

13:49, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 października 2018
KWESTIA WIARYGODNOŚCI

To, o czym teraz piszę to kwestia wiarygodności całego systemu przeciwdziałania wszelkim uzależnieniom. Także wiarygodności państwa i jego instytucji.

Kilka dni przekazywane dalej informacje o tym, że na zakończenie zajęć dla ósmoklasistów rozdawany był podręcznik zawierające treści, dla których określenie kuriozalne jest zdecydowanie zbyt delikatne. Jest tam na przykład wzmianka, że osoba molestowana powinna zadbać przede wszystkim o samopoczucie tego, kto molestował i w taki sposób rozwiązywać z związane w tym problemy, żeby nijak jej nie dotknąć.

Do momentu, kiedy kwestia dotyczyła jakiegoś programu niespecjalnie się tym rajcowałem. W końcu w Polsce mamy wielu wszelkiego rodzaju oszołomów, którzy podobne absurdy uważają za prawdę oświeconą. Są świadkowie Ordo Iuris, faszyści z ONRu czy wyznawcy Ojca Rydzyka.

Kiedy dowiedziałem się, jakie to była zajęcia sprawa nieco się zmieniła. Otóż zajęciami tymi okazał się Archipelag Skarbów. Czemu to takie ważne? W Polsce mamy pewną liczbę programów rekomendowanych, to znaczy takich, za których jakość ręczą zajmujące się uzależnieniami, czyli PARPA i KBPN, także za wykształcenie czy raczej przygotowanie merytoryczne. I oto osoby, które mają „homologacje” najważniejszych instytucji. Czy te agencje, będące agendami rządowymi, a więc podlegające politycznym naciskom będą w stanie postawić się powszechnie obowiązującym tendencjom? W jaki sposób zostanie potraktowany ten konkretny przypadek, ale i cały Archipelag? To jest właśnie pytanie o wiarygodność, rzetelność instytucji zajmujących się uzależnieniami.

14:35, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
sobota, 08 września 2018
ZAKAZY

Takie ostatnio miałem spostrzeżenie, po którym utwierdziłem się, że kompletnie do niczego mamy prawo narkotykowe a jeszcze gorsze jest jego egzekwowanie.

Szedłem sobie przez przystanek tramwajowy, długi był bardzo. I za mną zobaczyłem dwóch młodych młodzieńców, którzy palili. Nieładnie – pomyślałem sobie. Ale kiedy już mnie wyprzedzili (młodzi to i dziarscy) poczułem, co palili. No i nie był to tytoń. I tak sobie zacząłem interpretować. W niektórych miejscach nie wolno palić tytoniu. W ramach doprecyzowywania dołączono do tego także elektryczne papierosy. Ale o marihuanie ani słowa. Czyli jak raz przepisu o zakazie palenia nie złamali.

A jak jest z przepisami o narkotykach? Nie wolno w związku z narkotykami wielu rzeczy. Nie wolno sprzedawać, dawać, proponować, namawiać do użycia, posiadać, produkować, przywozić zza granicy. Ale nie ma ani słowa o używaniu, przyjmowaniu czy czymś takim.

Czy w takim razie policjant może zatrzymać osobę palącą marihuanę? Przecież ona ani nie posiada, nie przywozi, nie daje. Ona tylko używa, a to nie jest czyn zabroniony. Czy kiedykolwiek posiadał? No nie da się tego udowodnić. Zwyczajnie, nieznana osoba podeszła i włożyła mu do ust zapalonego blanta.

Być może warto namówić setkę znanych osób do palenia, zbiorowo marihuany przed Komendą Główną Policji. Warto zaprosić prezydenta Kwaśniewskiego, bo on wprowadził zakaz posiadania nawet nieznacznych ilości narkotyków i za to publicznie przepraszał, do tego Macieja Płażyńskiego, który był podówczas Marszałkiem Sejmu. Do tego znani aktorzy, literaci, muzycy klasyczni, którzy też lubią sobie czasem zajarać a nie mają opinii pana Maleńczuka, w którego systemie narkonośnym czasem brakuje krwi. Do tego kilku zdolnych prawników gotowych udowodnić, że ich klienci tylko palili a to nie jest czyn karalny.

Durne jest to prawo, w którym posiadanie jest przestępstwem, używanie zachcianką a uzależnienie chorobą.

11:21, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 27 sierpnia 2018
W NOWYM ROKU

Nadchodzi wrzesień, dla wielu osób czas wejścia do nowej szkoły, do nowej grupy. Kiedy wchodzimy do nowej grupy tworzymy jakiś obraz swojej osoby, to o tyle ważne, że z czasem trudno jest ten obraz zmienić.

Zacznę od obrazka z rodzaju: „popatrzcie, jaki jestem oczytany”. Bohater książki Bolla Bilard o wpół do dziewiątej rozpoczynając życie w nowym miejscu zamawia na śniadanie twarożek z papryką i później przez lata na śniadanie je codziennie taki sam twarożek. On mu nawet nie smakuje, ale jest częścią kreowanego przez niego obrazu, czy raczej maski.

Komunikujemy się nie z innymi ludźmi a z naszymi o nich wyobrażeniami. Inni kontaktują się nie z nami, ale ze swoimi o nas wyobrażeniami. Ale także z naszym wykreowanym przez nas obrazem. I tu zaczyna się ważna dla młodych ludzi kwestia.

Na ile tworzony przez nas obraz jest tożsamy z nami samymi. Im jestem bliżej własnej tożsamości w tym jak funkcjonuję wchodząc do nowej grupy tym mniej wysiłku wymaga ode mnie funkcjonowanie w tej grupie. Trudność polega na tym, że większość z nas z trudem jest w stanie funkcjonować w sposób w mirę otwarty.

Czasem wynika to z ochrony szczególnie wrażliwych, delikatnych fragmentów siebie. Niestety jednak najczęściej zakładanie kolejnych masek wynika z niskiej samooceny, słabo zinternalizowanego systemu wartości zaburzonego poczucia bezpieczeństwa.

Z czasem założona na początku mas zaczyn coraz bardziej uwierać, utrudnia zamiast ułatwiać życie. Wtedy, co wydaje się być paradoksem, nową szansą jest brak promocji i wejście do nowej grupy. I co z tego?

Młody człowieku, zaczynając przygodę z nową szkoła i nowymi koleżankami i kolegami zadaj sobie kilka pytań.

Czy nie jesteś atrakcyjny dla innych taki, jaki jesteś?

Na jakie kompromisy jesteś gotowy iść? Jak się to ma do tego, co dla Ciebie ważne?

Czy po jakimś czasie odważysz się zmienić tworzony obraz siebie?

Czy wiesz, że żeby być współzależnym, najpierw musisz być niezależny?

Przeczytaj także

06:46, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 19 sierpnia 2018
LEGALIZACJA

Wraca do mnie temat nowych narkotyków. Tego jak wiele osób z ich powodu umiera i tego, co dalej.

Zacznijmy od początku, lat temu wiele rozpoczęto ściganie za posiadanie narkotyków. Miło to być panaceum w walce z handlarzami. I jest to panaceum, ale nie w walce a w poprawianiu policyjnych statystyk. Narkotyków jest coraz więcej, tak w masie jak i w asortymencie.

I jakkolwiek można było powiedzieć, że nikt nie mógł przewidzieć, jakie będą skutki penalizacji posiadania to po dwóch falach zgonów fundujemy sobie trzecią a zapewne także kolejne. I czym to się skończy?

Pełną legalizacją narkotyków w perspektywie dwóch dekad. Bo otworzenie furtki dla nowych narkotyków spowodowało, że nawet kupując w miarę bezpieczną marihuanę w rzeczywistości nie wiemy, co kupujemy. I o ile dwadzieścia lat temu mogliśmy spowodować, że rynek będzie się wolniej zapełniał, to teraz mając tysiące substancji tańszych i syntetycznych bez kontroli rynku nie uda się doprowadzić do sytuacji, w której kupowane substancje będą mniej niebezpieczne.

To, jakiej jakości są sprzedawane na czarnym rynku substancje to problem od dawna. Tyle, że teraz standardem jest „marihuana” w całości syntetyczna. I o ile domieszkowanie narkotyków w celu ich rozmnożenia mogło powodować niewielkie zagrożenie dla zdrowia to w tej chwili same substancje są niebezpieczne.

A osobom, które są zdania, że istnieje możliwość pozbycia się problemu w ten sposób, że jakoś doprowadzimy do sytuacji, w której nit nie będzie używał substancji proponuję przyjrzeć się historii ludzkości, ale i temu jak naturalne narkotyki przyjmują zwierzęta. To nie jest tak, że ludzie biorą, bo są narkotyki. Narkotyki istnieją, bo ludzie chcą brać.

Co wydaje się być może absurdem, penalizacja posiadania w konsekwencji doprowadzi do legalizacji narkotyków. Pytanie ile osób musi umrzeć, żeby politycy zaczęli używać mózgu zgodnie z przeznaczeniem i połączyli skutki i przyczyny.

11:01, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 sierpnia 2018
NARKOFOBIA ZABIJA

To, o czym napiszę powraca jak bumerang, czy jak jo jo napędzane zmagazynowaną energią kinetyczną. To kwestia jak, najczęściej nieświadomie fałszowany jest obraz osoby uzależnionej i konsument substancji psychoaktywnych.

Kilka uwag na początek.

Nie każdy użytkownik substancji jest uzależniony. Zdecydowana większość uzależniona nie jest. Stawianie na jednym poziomie osoby ciężko chorej, której rokowania nie są najlepsze – kogoś uzależnionego na jednym poziomie z kimś, kto od czasu do czasu zapali coś czy wypije mocną kawę wydaje się być absurdem.

Liczba osób, które nie mają kontaktu z substancjami psychoaktywnymi, przynajmniej w kategorii wiekowej 16+ mieści się w okolicach błędu statystycznego. Substancje to przecież także alkohol, nikotyna czy nawet kofeina. Nie wspominając o lekach, roślinach o wielu możliwych własnościach i zastosowaniach. W takim razie dziennikarz prawicowego portalu pisząc o okresowych i regularnych użytkownikach substancji psychoaktywnych miał na myśli także siebie, pijącego mocną kawę, żeby dodać sobie energii do pisania, (co można uznać za objaw uzależnienia).

I jeszcze odrzucanie faktu, że uzależnienie to choroba, powtarzanie: nie muszą brać. Wyobraźmy sobie dziennikarza piszącego o chorych na nowotwory „onkuś”. A przecież zachorowanie na nowotwór, miażdżycę czy zawał w większym stopniu niż uzależnienie. Czynniki ryzyka wystąpienia uzależnienia prawie w całości leżą w rodzinie, a na to, w jakiej rodzinie dziecko się urodziło nie ma specjalnie wpływu. W przypadku chorób onkologicznych, czy chorób układu krwionośnego wynikają one, poza genetyką, także a właściwie przede wszystkim z tego jak żyjemy. Jak się odżywiamy, czy pijemy alkohol, palimy papierosy. Przed oczami mam scenę z jakiegoś szkolenia. Po kawałku na temat terapii wstał zażywny jegomość i stwierdził:

- Ja sobie nie życzę żeby z moich pieniędzy leczono osoby, które miały ochotę n zabawę z narkotykami.

Spojrzałem na pana.

- Ma pan nadwagę?

- Tak.

- I cholesterol wysoki?

- No tak.

- Miało się ochotę na kiełbaskę i karkóweczkę, piwkiem się popijało, papieroski się pali i sporo kawki pije. Czy dlatego, że szanowny pan miał ochotę na takie przyjemności z moich podatków mają iść pieniądze na leczenie szanownego pana?

To jak mówi się o używaniu substancji, o uzależnieniu wpływa także na skuteczność terapii i profilaktyki. Osoby zawodowo pracujące z młodzieżą mają na ten temat wiedzę pomiędzy żenującą a beznadziejną. Pamiętam panią pedagog mówiąc o „suchym ćpaniu” (fajne pojęcie terapeutów – dinozaurów) a niemającej pojęcia, że uzależnienie wiąże się z samooceną i systemem wartości. To wieczne odklepywanie, że narkomanem jest się do końca życia (WHO ma na ten temat inne zdanie) potwierdzane opowieściami o ogórkach (serio, taki tekst usłyszałem w Studium Terapii Uzależnień).

W mediach w dyskursie publicznym przeważa szalenie negatywny obraz i użytkowników i uzależnionych. Uniemożliwia to sensowne zmiany polityki narkotykowej i w efekcie powoduje, na przykład, pojawianie się nowych narkotyków i fale zgonów, takie jak ta, którą teraz obserwujemy. A osoby za nie odpowiedzialne, takie jak minister Ziobro, prawicowi dziennikarze, ale i lekarz wypowiadający się dla Wyborczej na temat osób pod wpływem per „ćpuny”, że o herosie nałki pułkowniku doktorze Jędrzejko Mariuszu nie wspomnę z dumą mówią o swojej walce z narkotykami.

Powtarzane publicznie słowo ćpun zabija.

18:33, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
sobota, 21 lipca 2018
NIE NA TEMAT

Jedno z pytań, które wracają, tak właściwie to dwa pytania w jednym: po co piszę tego bloga i skąd biorą się wpisy?

A więc, po co ta cała pisanina? W sumie 127 wpisów, najstarszy z grudnia 2010, ten jest sto dwudziesty ósmy. Sporo. Otóż mam pełne przekonanie, że wiedza na temat uzależnień jest dramatycznie słaba. I to tyczy się niestety także tak zwanych profesjonalistów. I jeśli choćby jedna osoba przeczytała, zastanowiła się i w jakiś sposób zmieniła swój punkt widzenia czy zwyczajnie przyjęła do wiadomości, że jest jak jest to już dl mnie wystarczy. Ostatnio miałem zwrot, że jedna osoba dowiedziała się czegoś. No i ważną dla mnie formą docenienia mojej pisaniny przez osoby prowadzące stronę narkomania.org.pl. Lata temu moja szefowa zapytała mnie czy widzę sens prowadzenia zajęć, jak raz szedłem na tak zwaną wywiadówkę profilaktyczną. Odpowiedziałem, że nawet, jeśli jedna osoba coś z tego spotkani wyniesie to i tak warto. I dokładnie tak mam z blogiem, czy blogami.

A skąd się biorą wpisy? To jasne w jakimś stopniu z osobistych doświadczeń. To znaczy widzę, słyszę czy jakoś inaczej spotykam się z jakąś bzdurą i tak się zaczyna. Ktoś tam nie wie jak ma się sprawa z nawrotami, fentanylem, czy wysyłaniem nagich zdjęć przez nastolatki. Nie dostaję nagich zdjęć (także ich nie wysyłam, choćby, dlatego, że nie jestem nastolatką), nie mam nawrotów i nie biorę fentanylu. Mam strony, na które lubię zaglądać i są one dla mnie źródłem częstej inspiracji, jest pewien pułkownik doktor, znakomite są wypowiedzi działaczy antynarkotykowych.

Jasne, często wiąże się to z poczuciem bezradności, bo tak jak dwadzieścia lat temu krzyczałem, że stanowienie prawa będzie skutkowało pojawieniem się nowych narkotyków, tadam i są. Dziesięć lat temu powtarzałem: żyjemy w świecie narkomańskim, sprzyjającym uzależnieniom. I wszystkie wskaźniki rosną. Piszę o zjawiskach niepokojących i nic.

Ale czasem, niezbyt często, ale jednak, ktoś bierze sobie to czy tamto do serca i podejmuje działania.

08:36, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 lipca 2018
FENTANYL

Pojawienie się na rynku fentanylu jest świetną okazją do pokazania dwóch ważnych rzeczy: czym różnią się dopalacze od leków i starych narkotyków oraz środowisko starych narkomanów od tych współczesnych.

Przypomnijmy: fentanyl to syntetyczny opioid. W Stanach Zjednoczonych z jego popularności wynika ogromna liczb zgonów i osób uzależnionych. Jest kilkadziesiąt razy silniejszy niż heroina. Tym niemniej od wielu lat jest stosowany, jako silny lek przeciwbólowy. I siłą rzeczy bywał dostępny także na czarnym rynku. Czemu w takim razie do tej pory ani u nas, ani za oceanem nie powodował tak wielkich szkód?

Stary narkoman, nawet ten z przełomu wieków wiedział. Może nie byłą to wiedza specjalnie głęboka i poparta lekturami, ale w środowisku chodziły informacje ile, czego i ewentualnie, z czym, żeby efekt był większy. No i każdy wiedział, że jest to fentanyl, bo było czy to na fiolce czy na listku napisane. Ludzie niewiedzący pytali ile można wziąć. Teraz często młodzi ludzie kompletnie bez refleksji sięgają po lek, a informacje z Internetu często są delikatnie mówiąc mało precyzyjne.

I jeszcze. Na opakowaniu było jasno określone ile tego fentanylu jest. W nielegalu pełna dowolność.

No i element drugi. Starzy narkomani, vs nowi. W dawnych czasach, kiedy na rynku było trochę (w sensie gatunków) narkotyków plus to, co w lesie, na łące czy budowie oraz leki narkoman wiedział, jakie leki mieszać, co wzmacnia działanie opiatów a co amfetaminy. Wiedział, co gdzie rośnie i czego unikać. Wiedz ta przekazywana była z pokolenia na pokolenie a odporni na nią umierali. Także ci, których organizmy nie były dostatecznie mocne. Ale taka eliminacja mocno ograniczała powielanie niesprawdzonych informacji. Jak komuś się wydawało, że wie, ale w rzeczywistości ulegał pozorom, zwyczajnie odchodził na zasłużony odpoczynek i jego opinia nie znajdowała nośnika. Teraz takim nośnikiem miejskich legend jest Internet. Konsumenci nowych narkotyków z jednej strony są bezrefleksyjni czy mocniej: bezmyślni. Biorą, co pod rękę się nawinie, bywa, że nie wiedząc nawet, co to jest. Z drugiej nie mają dostępu do informacji o negatywnych skutkach działania danej substancji, co jest problemem nie, dlatego, że nie rezygnują z niej, ale dlatego, że nie są w stanie tym negatywny, skutkom zapobiegać.

Dlatego, z tych dwóch powodów, dawno, dawno temu fentanyl był używany a dopiero teraz zbiera spore żniwo w USA dziś, a w Polsce będzie zbierał jutro.

15:10, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 lipca 2018
NAWROTY RAZ JESZCZE

Miały być z tego dwa wpisy, ale po refleksji wyszło mi, że te dwie kwestie się łączą w rzeczywistości wynikają z siebie nawzajem. Oprę się najpierw na osobistym doświadczeniu, później postaram się o bardziej generalne wnioski. Nie żebym wierzył w to, że jakoś wpłynie to na pracę z uzależnionymi. Raczej, żebym za jakiś czas mógł powiedzieć „a nie mówiłem”.

Nie piję codziennie kawy, trzy, cztery dni pod rząd to maksimum. Zwyczajnie nie chcę się od niej fizycznie uzależnić. Kiedy regularnie, codziennie pozawalam sobie na trzy, cztery kawki, niekoniecznie specjalnie mocne i po jakimś czasie, kilku tygodniach jakoś tak wychodzi, że rzeczonej kawy nie wypiję czuję dość mocny, migrenowy ból głowy. I tu pojawia się pytanie: i co z tego? Czemu mi to przeszkadza?

Z jednej strony jest to pozorny problem. Czuję ból głowy, piję kawę, ból znika, i po sprawie. Ewentualnie biorę coś przeciwbólowego, czekam chwilę aż ból minie i tyle. Tym, co mi w tej sytuacji przeszkadza to uczucie zależności. Nie chcę być zależny, nawet od takiego bzdetu jak kawa. Odczuwam niechęć na samą myśl, że będę jakoś uzależniony, choćby było to tak mało dotkliwe.

I tu pojawia się wątek drugi:, czemu akurat ja, choć nie tylko ja, mam tak dziwnie, że przez prawie szesnaście lat nie tylko nie złamałem abstynencji, nawet będąc w sytuacji, którą określa się, jako kontakt z wyzwalaczem, nie miałem ochoty na narkotyki, nie śniło mi się, że biorę. A przecież przez jakiś czas pracowałem w miejscu, w którym latami kupowałem towar, mijałem dilerów, zdarzało się, że na klatce schodowej czułem zapach palonej heroiny.

A przecież jest to jeden z klasycznych obrazków, jakie pokazuje się mówiąc o narkomanii: impuls a później niemożliwe do zatrzymania zachowanie. Czemu akurat ja, ale i osoby, które leczyły się razem ze mną nie mają takich objawów?

Może warto spojrzeć na styl pracy terapeutycznej. W czasie terapii zupełnie nie pracowano nad braniem narkotyków, unikaniem miejsc z nimi związanych, sytuacji, wyzwalaczy. To znaczy, podczas terapii stworzono miejsce wolne od nich, eliminowano muzykę, która się kojarzy, symbole, także rozmowy na ten temat. W czasie, kiedy byłem podatny na tego rodzaju bodźce usunięto je z mojego otoczenia. Ale przede wszystkim praca terapeutyczna była skupiona na eliminacji przyczyn, takich zmianach we mnie, żeby usunąć powody, które spowodowały, że narkotyki były dla mnie atrakcyjne. Wdrukowano mi także przekonanie, że poradzę sobie na zewnątrz, w zwyczajnym życiu.

Taka technika jest niemożliwa do zastosowania w przypadku terapii osób uzależnionych od alkoholu. Zbyt szybko muszą mierzyć się z kontaktem z wyzwalaczami. W efekcie ogromny nacisk jest kładziony na ich unikanie, na lęk, na uciekanie. Trudno jest później to zmodyfikować, trudno w rzeczywistości się od tego uwolnić. I przeświadczenie o nieuchronności nawrotów, silnych impulsów, przed którymi nie da się uchronić powoduje, że chęć na branie pojawia się i tak trudno przed nią się obronić. Nawet, jeśli po pierwszym okresie pracuje się nad przyczynami takie przekonanie pozostaje na lata.

A generalia? Terapia stacjonarna wymaga od osoby leczącej się z uzależnienia najmniejszego wysiłku. To wydaje się w pierwszej chwili absurdem, ale nie jest to wyłącznie moje zdanie. Bez sensu jest kopiować elementy terapii ambulatoryjnej, jakimi jest uniknie wyzwalaczy, w terapii stacjonarnej. Nawroty są nie tyle wynikiem uzależnienia a stylu pracy z uzależnionymi. Z tego, że narkoman czy alkoholik słyszą "jesteś i zawsze będziesz uzależniony a to znaczy, że będziesz miał nawroty. I to jest fakt, nad którym warto się zastanowić.

Ale nie mam nadziei na to, że taka myśl przebije się do szerszego dyskursu.

08:59, wojtek_wanat
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14